sobota, 9 listopada 2013

NA SZYBKO












Moi drodzy, tak na szybko z biegu .....ciągłe stresy, no cóż spowodowały że po synalku na mamusię przelazło przeziębienie i totalne rozwalenie ....ale to nic, bo najlepszym antidotum jest MAGIA ....tego że marzenia się spełniają i o świcie wyruszyliśmy w podróż po ostatnie rzeczy do pracowni, zahaczając o inne miejsca gdzie też musiałam zaopatrzyć się w inne potrzebne klamoty.
Tak wiecznie biegam to za tym to za tamtym, że teraz się obudziłam że w poniedziałek wszystko zamknięte, a tu nie ma odpowiednich zapasów, ale co tam, damy radę.
Już wiem że to ostatnia sobota bajzlu w domu, gdzie nie wiadomo gdzie co jest, bo mama czyli ja wszędzie się z moimi rzeczami rozwalam, tak więc oczekujcie już gotowej pracowni...może jutro a może w poniedziałek.

Musicie mi uwierzyć na słowo że  nigdy ale to nigdy nie miałam takiej radości aby urządzić wnętrze, jak właśnie pracowni, zresztą efekt sami będziecie mogli zobaczyć.

Są już naprawdę ostatnie szanse na zapisy dachówkowe, kto nie wie o co biega niech poczyta poprzedni post, pamiętam też o Serwetkach, z osób które się zapisały już nie kojarzę w którym poście  jak znajdę to wpiszę , wróżka Laura rozlosuje jedną osobę która zgarnie z kilka tuzinów serwetek :)
Oczywiście nagroda niespodzianka trafi do osoby która wymyśliła nazwę pracowni, ja już wiem kto to jest :)

Wszystkim którzy do tej pory mi kibicowali i kibicują w realizacji mojego marzenia serdecznie dziękuję , to jest  ważne ....

Serwetki były w poście pt.KONKURS Z DEMOLKĄ sporo czasu temu :) ale losowanie też było przewidziane na otwarcie pracowni ...więc jeszcze chwilę wytrzymacie :)

piątek, 8 listopada 2013

Z POTRZEBY SERCA



Robiąc powyższą dachówkę jakiś czas temu, patrząc na te świąteczne motywy, pomyślałam o tym że już wkrótce akurat z okazji świąt, będziemy mieć możność coś zrobić coś  dla innych, każdy się spotyka z wieloma akcjami charytatywnymi.
Tak naprawdę ileż to razy robimy coś z potrzeby serca ? czy muszą akurat to być święta aby nam się lepiej do kieszeni sięgało aby dać datek na zbożny cel ?

Czy musi być magiczny czas świąt abyśmy byli lepsi dla innych, hojniejsi dla potrzebujących, czy nie można tego robić cały rok, dobre słowo nie kosztuje, a jaką może mieć moc, bezcenną ....
Z potrzeby serca  można zrobić wiele dobrego, pod warunkiem że otworzymy nasze serce dla innych.

Z potrzeby mojego serca i ja do czegoś pragnę wykorzystać moją pracownię, to że coś tworzę  już kiedyś latem o tych planach napisałam, teraz muszę to zorganizować , ciekawa jestem kto pamięta o czym takim pisałam ?

Póki co idę składać pierwszy mebel w pracowni ......nareszcie .....już pomalowana na toffi, jutro rano mam wyjazd po zakup nowych stroi dla dorosłych  i odbiór dalszych mebli .....więc mam jutro co robić.
A tak poza tym szykuję różne prace na kurs instruktorski , dziś kielich złociłam i ozdabiałam, dla przypomnienia lada dzień będzie otwarcie pracowni i z pośród osób którzy zapisały się do postu POZNAJMY SIĘ  wylosuję jedną która wybierze sobie z pośród 10 jedną dachówkę jaka będzie się jej podobała , a przy okazji poznacie nazwę pracowni, i osoba która ją wymyśliła dostanie upominek.
Wszystkich moich czytelników którzy mają ochotę mogą się dopisać, szukać w prawym górnym rogu :)

Ps. to są już jedne z ostatnich prac prezentowanych na tym blogu,  ten blog wraz z otwarciem pracowni nie będzie pełnił miejsca gdzie będę pisała o pracowni , lub pokazywała moje prace, to już będzie w innym miejscu .....szczegóły wkrótce :)

czwartek, 7 listopada 2013

ILE JESTEŚMY WARCI


Jak to jest jest z tym ile jesteśmy warci ? o co biega z tym określeniem ?
Ileż to razy w życiu chcemy udowodnić sobie, innym że jesteśmy coś warci, tylko jak to wycenić, czy o tym ma świadczyć zawartość portfela ? dla jednych z pewnością, dla innych będzie to może rodzina, dzieci, a dla jeszcze innych dorobienie się statusu społecznego, awanse, dobra praca....
Można tak dalej się rozmieniać na drobne co się powinno składać i być wyznacznikiem tego ILE JESTEŚMY WARCI ...

Czy sprzątaczka może być więcej warta od prezesa któremu biuro sprząta ?, czy prosty szary człowiek może być więcej wart od polityka który piastuje wysoki stołek ? oczywiście, że tak , to ile jesteśmy warci zależy od nas, zależy od tego jak nas postrzegają bliscy, czy ogólnie społeczeństwo.
Być może ta sprzątaczka, dla bliskich jej ludzi jest całym światem, i  wie doskonale że jest wiele warta, a prezes .... może dziś czy jutro ma władzę , złudną, może niczym Neron decydować o przyszłości wielu ludzi, ale czy robiąc sobie w głowie choć powierzchniowy rachunek swojej osoby, pomyśli ile jest wart dla bliskich, nie w sensie finansowym, lecz jako człowiek .....

Ile to już ja miałam w życiu przystanków pod tytułem co jestem warta ? sporo ....zwłaszcza że na starcie życiowym często miałam serwowane przystawki że nic nie znaczę, jestem nikim , a już z pewnością nic nie warta funta kłaków.

Każdy człowiek ma coś takiego jak wiara  we własne możliwości, całe życie spotykamy nieraz krety które uparcie nam  podkopują naszą wiarę w nas samych, uparcie udowadniając że jesteśmy niewiele warci, a już karygodne wręcz jest jak to czynią rodzice, wobec własnych dzieci.

Nawet nie do wiary ale nieraz czytałam że blog, komuś podniósł morale, że go pisząc ktoś odkrył że coś jednak znaczy, być może w końcu ile ludzi tyle poglądów, a jeśli blog bywa siłą napędową we własne wartości, to dlaczego nie.

Tak naprawdę robiąc własny rachunek co ja  ile jestem warta jako człowiek, nie wiem to nie mnie do końca oceniać, to rachunek wystawi mi życie, dzieci, mąż ....na blogu nie szukam potwierdzenia tego, bo kto mnie może oceniać....ludzie którzy mnie znają z bloga ? i zdaje im się że mnie znają ?
chyba nie, więc moi drodzy nie ma konkretnej odpowiedzi na pytanie ile jesteśmy warci .....każdy ma własną  skalę wartości dla jednych to będą luksusowe dobra materialne a dla innych proste ale ważne wartości , miłość, szczerość, oddanie , życzliwość, pomoc....itp.

Ps. tak naprawdę to temat rzeka .....szkoła, pracodawcy, ludzie naszego życia .....ileż to razy byliśmy nic nie warci .....

O pracownie chwilowo proszę nie pytać, już nawet, melisa nie pomaga .......

Z ostatniej chwili mam nowe szafki, małżonek mi zafundował na pocieszenie po tych ...fachsrolcach, kaloryfer też doszedł, bateria do zlewu ....w sobotę składam szafki jak przywieziemy bo jak nie .....to ...nie będę gotować , sprzątać i pomyślę nad innymi strajkami :)

A dachówkę celowo wsadziłam z wczoraj gdyż BĘDZIE ONA JEDNĄ Z 1O DO WYLOSOWANIA , WARUNEK TAKI ŻE TRZEBA SIĘ DOPISAĆ  NA GÓRZE PO PRAWEJ DO POSTA PT. POZNAJMY SIĘ , OSOBA KTÓRĄ ZNAJOMA WRÓŻKA WYLOSUJE BĘDZIE MOGŁA WYBRAĆ SOBIE TAKĄ DACHÓWKĘ KTÓRA JEJ SIĘ SPODOBA.

środa, 6 listopada 2013

300 -RAZY , CZYLI JEDEN DZIEŃ Z MOJEGO ŻYCIA :)






Dziś piszę 300 -setnego posta :) więc pomyślałam sobie, że zamiast pisać to co zwykle , czy wywoływać .....dyskusje, post ten będzie pisany cały dzień, czyli będzie taki jeden dzień mojego życia, kto jest ciekaw zapraszam.

Aby zacząć dziś muszę wrócić się myślami do wczoraj, gdzie to pojechaliśmy po meble do pracowni i  będę je miała dopiero w sobotę, gdyż do samochodu osobowego nie wchodzą, choć to z Ikei ale gabaryty swoje mają.
Więc dzisiejszy poranek, był inny niż sobie zaplanowałam,odnośnie mebli bo reszta po staremu, a więc dzieci wyszykować do szkoły,  choć synek został w domu, gdyż chory, przeziębienie ale jednak w łóżku musi leżeć, a mama ma zadbać o to aby mu ptasiego mleczka nie zabrakło i oczywiście rozpieszczać.

Ale  to że meble główne będą w sobotę, dziś za chwilę jadę kupić farbę, i waham się między bielą (meble będą białe ), toffi , lub złamaną zielenią taką w oliwkę wpadającą, potem jeszcze szafki pod zlew kupić w pracowni do mycia pędzli , rak , to  konieczność, musi być miejsce na dzbanek do kawy, miejsce na szklanki ....

Po powrocie dalsze relacje z tego co i jak , gdzie i kiedy , jednak foty będą popołudniu , niestety nie dam rady wstawić, Kinga w szkole a mama niekumata :)
........................................................................................................................................................................

Męża wysłałam po farby bo  mam w domu inną robotę  niż wybór farb i tak z jakiegoś powodu zamiast bieli , oliwki i toffi kupił ŁOSOSIA TAKI KOLOR , więc to zostanie na korytarz w domu , a mąż znów pojechał namieszać tym razem TOFFI delikatne .. a ja  zrobiłam sobie melisy na wyciszenie, bo niepotrzebnie stówę stracił jak są inne wydatki.

Zabieram się za kolejną siódmą dachówkę, w kuchni panuje artystyczny ( fajna nazwa ) bajzel, w którym muszę jeszcze jakiś obiad upichcić, sąsiad ma restaurację i jego żona nie musi gotować, jak jej zazdroszczę .....niekiedy ...tego że nie musi stać przy garach.

Potem małżonek  pojedzie po dechy na szalunek pod płot, po południu będzie do odebrania kaloryfer do pracowni, i chyba udam się osobiście kupić szafki pod zlew ...żeby nie było ...znów melisy ...
A jeszcze mężuś jakimiś kontaktami zamówił mi szklane bombki ......z fabryki, czy ktoś robi takie coś w dekupażu ? będę miała co trzaskać, a przedwczoraj najmłodsza zrobiła PRAWIE SAMA
BOMBKĘ ...
ZDJĘCIA POTEM .... BO....
..........................................................................................................................................................................

 No więc jak Mirka napisała opisuję typowy dzień z życia kobiety .....więc czytajcie ...

Małżonek wreszcie przywiózł farbę odpowiednią w nagrodę robi OBIAD :) dla rodziny a ja w tym czasie jestem artystyczną duszą i robię świąteczną dachówkę, co jakiś czas wędrując do sypialni gdzie jest komputer.
Jestem za równouprawnieniem w kuchni, gdyż garnki mi obmierzły .....
Jeszcze przy okazji robię pranie kostiumów które wracają po Halocośtam :) więc jeszcze czeka mnie prasowanie, tu nikomu żelazka nie daję bo tiule, i syntetyczne materiały czekają tylko na zbyt gorące żelazko i wtedy ....po stroju.
Mam zamiar jeszcze pościągać doniczki z okien z pelargoniami ...i zanieść je na spoczynek do piwnicy, na dworze zakwitła DATURA co prawda jednym kwiatkiem bo resztę poobcinałam wcześniej.
W oczekiwaniu zajadam się pierwszymi w tym sezonie mandarynkami to znaczy z papugą która je uwielbia, mąż zadbał abym się tą uspakajającą melisą nie struła , gdyż wszystko idzie nie tak jak powinno, zwłaszcza fachowcy ...o tym później gdyż ciśnienie mi skoczy :)
.....................................................................................................................................................................
Dostałam cynk że koło siedemnastej mają pojawić się moi fachowcy.....i zamiast się cieszyć, już  myślę aby im nagadać najładniej jak potrafię , lecz małżonek stwierdził że sam to załatwi i albo oni biorą się do roboty albo....małżonek będzie męczył się sam .....ultimatum świetne, lecz małżonek  kafelek nie położy, kanalizacji sam nie zrobi, rur przez całe podwórko do centralnego też nie ukopie sam i płotu też sam nie postawi, ach ci faceci :)
Ale za to ma zabrać się dziś za malowanie pracowni , bo już zagroziłam że jak do poniedziałku tyłka tam nie posadzę to .....się jeszcze zastanowię co zrobię.
W kuchni nie mogę poruszyć wodzów wyobraźni bo Vigo dobiera mi się do moich pudełek, lub wspina mi się po nogach, coś czuję że w pracowni będzie mu się podobało, lubi zwłaszcza gabki do tapowania ....świetnie się łapią pazurów.
Kinga wróciła ze szkoły to będą wkrótce jakieś obrazki co by Wam się nie nudziło, może założę sobie istagram czy cosik takiego .....
Jeszcze pracowni nie mam a już dwie osoby się pytały kiedy będę robić kursy, jeden manekin stoi w korytarzu przed wypożyczalnią i każdy zwraca na niego uwagę a po drugie w oknie widać moje dachówki i ludziska ciekawe ....co tam się szykuje......
...................................................................................................................................................................
I stało się fachowcy nie przyszli bo kapuśniaczek z nieba spadł, mąż się łudzi że jutro przyjdą , guzik prawda nie mają ochoty na robotę i tyle, a małżonek woli tego nie widzieć , taka natura .....naiwna, może dam mu to poczytać to zacznie szukać innych fachowców a nie marnować każdy dzień na złudzenia.
W ramach przewietrzenia głowy pojechaliśmy do Castroczegoś kupić szafki pod zlew, niestety cztery stówy za dwie szafki to zbyt wiele dla mnie, więc pokombinuję z moimi starymi kuchennymi, które mam w ogrodowym domku, są białe laminowane z perłowym połyskiem, zobaczę co da się w tej kwestii zrobić.
Muszę zacząć każdy grosz racjonować, gdyż prawdziwe wydatki do pracowni dopiero mnie czekają , jak zakup narzędzi kilka kompletów, materiały mam na początek w solidnej ilości, ale narzędzia począwszy od nożyczek , pędzli różnych rozmiarów, szpatułek min trzech rodzai , gąbek do
tapowania,  muszę mieć to podstawa.

Powyższe dachówki powstały wczoraj, jedna świąteczna a druga anielska, dziś głównie prałam ręcznie hurtowe ilości, kostiumów, pomału muszę przygotować się do sezonu , wpierw będą Andrzejki, Barbórki , i Jasełka.
Już się boję że zanim otworzę pracownię zejdę na zawał , bo już nerwowo nie wyrabiam, od maja przynajmniej w mojej głowie rodzi się pracownia......teraz idę kolację rodzince uszykować ....wątek jeszcze dokończę .....
...................................................................................................................................................................
Skończyłam na maju, od tego miesiąca noszę się z pracownią , choć pierwotnie miała ona być tylko dla mnie, jednak  czym więcej razy uczestniczyłam w szkoleniach i to z Włoszkami, utwierdzałam się w tym że będę i ja dążyła do tego aby osiągnąć taki poziom bym mogła przystąpić do kursu na instruktora i sama uczyć chętnych poznania tej  kreatywnej dziedziny jaką jest dekupaż.

Wam przedstawiałam zaledwie cząstkę tego co robiłam przez ten czas by za kilkanaście dni stanąć do instruktorskiego kursu, to są wszystko emocje, stres przede wszystkim, gdzie ja nowicjuszka stawałam na szkolenia w szranki z doświadczonymi instruktorkami i  nie raz z radością przyjmowałam słowa że ktoś myślał że lata w tym siedzę a bywało raptem z początku że zajmowałam się tym kilka tygodni czerpiąc wiedzę z internetu.

Tak potężna dawka tych emocji, związanych i z domem i dziećmi, pracownią zaczęła skutkować tym że od kilkunastu tygodni cierpię na bezsenność, gdzie jedne myśli gonią drugie, postawione plany domagają się realizacji a ja nie mogę tego przeskoczyć.
Październik był dla mnie wyjątkowo paskudny, nie mogłam poradzić sobie z córką a raczej z tym że pojawił się chłopak u jej boku, w dodatku sporo starszy, fachowy zaczęli kiwać nas na wszystkie strony, doszły problemy na szczęście chwilowe z niedomaganiem babci, jeszcze  blog dał mi popalić,  i to nie z tej strony której bym sobie życzyła, to wszystko poskutkowało tym że był moment że miałam dość wszystkiego, bloga, pracowni, mojego życia, kleciłam tam jakieś posty a czułam się tak jakbym nie ja to pisała, tylko tyle aby pokazać że jestem nadal, a tak naprawdę sama nie wiem gdzie jestem.
Jednak jestem zdania że nie ma tego złego co by ....widać mam naturę lwicy, jeszcze się motam między wieloma sprawami ale  jeszcze chwila , jednak powiem Wam coś wiele  dobrego słowa, wiele dobrych i ciepłych słów  zrozumienia i wsparcia dostałam od Beatki tak tej od toreb przegadałyśmy już wiele godzin , dzieli nas tylko 40 kilometrów, i czuję że znalazłam na blogu bratnią duszę, mam nadzieję że jeszcze w tym miesiącu powiem jej to osobiście.
Teraz idę popatrzeć z rodzinką na Shreka , część ostatnią ....
.....................................................................................................................................................................

Jeszcze taki krótki apel, kto lubi ogrody, interesuje go ta tematyka , zapraszam do mojej koleżanki blogowej  znanej większości jako ZIELONA EKSPANSJA , która  otworzyła  nowy blog na który składa się jej praca i pasja.
A kto nie wie Agnieszka realizuje ciekawe projekty, można było podziwiać niedawno jeden w telewizji gdzie wraz z Mają Popielarską, ale to się dowiecie wchodząc na jej blog 
ZAPRASZAM DO KLIKNIĘCIA W LINK ....POWYŻEJ
................................................................................................................................................................
Kolejny dzień pełen emocji przechodzi do historii, co się załatwiło ? deski , farby i to razy dwa, kaloryfer jutro bo nie dowieźli , fachowcy też jutro bo padał....mini deszczyk...bleeeee
a co poza napisanymi tu słowami co się wydarzyło ?
Zwykła codzienność , proza życia rodziny, i jak nic człowiek znów o jeden dzień starszy, a tak miedzy nami każdy z nas dzienne zmaga się z życiem raz jest lepiej raz gorzej, ale co tam narzekanie  to nigdy budujące nie jest, lepiej   popatrzeć na to nam się udało, mnie jak nic rodzina, a cała reszta dziś  denerwujących mnie spraw ..wkrótce się powinna wyklarować....idę spać z nadzieją że jutro ....będzie lepiej :)
Dzięki za cierpliwość w tym długim wpisie i spędzenie ze mną trochę czasu , życzę Wam dobrej nocy :)
Ilona

wtorek, 5 listopada 2013

KOT W .....WORKU :)


 Dziś  przyszła  do mojej córci paczuszka , ciekawe czy domyślicie od kogo, kto szyje takie cudne torebki ?
Myślę że większość osób zna autorkę tego dzieła, no tak już domyślacie się, że chodzi o Beatkę, dziewczyna ma prawdziwy talent, torebka jest pięknie uszyta, dokładnie taka jaką sobie moja córcia wybrała, aplikacja to oczywiście logo rozpoznawcze Beatki.
Już dawno nosiłam się z zamiarem sprawienia najmłodszej torebki, ale moja dziecię to wybredne jest i takie monstery, czy kitty, jej w wersji torebkowej nie odpowiadały więc sama będąc dumną posiadaczką mojej pawiowej torby, ( oczywiście od Beatki ) zasugerowałam aby sama sobie córa wybrała motyw i kolor torebki wybrała i dzięki temu będzie miała swoją niepowtarzalną torebkę.

Gorąco Was zachęcam, abyście dla siebie lub swoich pociech na Mikołajki lub inne okazje sprezentowali niepowtarzalne torebki, wystarczy zajrzeć do Beatki, na blog tam są dostępne jej prace gotowe, lecz zdolna Beatka z pewnością uszyje Wam torebkę z aplikacją jaką będziecie tylko chcieli, coś czuję że wkrótce coraz więcej będzie torebek  z takim kotkiem jak ma moja córa, sama myślę o takiej lecz trochę większej .....dla siebie.

Wszystkich chętnych zapraszam do BEATKI <----, możecie się załapać na zabawę Mikołajkową gdzie do wygrania jest JEDNA Z TRZECH TOREBEK, BĘDZIE MOŻNA SOBIE WYBRAĆ KTÓRA WAM SIĘ SPODOBA.
Dodatkowo zostałam obdarowana zawieszkami na choinkę i nie tylko, jeszcze są choinki i coś jeszcze ale to przy okazji....




 A tu córcia z plasteliny ulepiła swojego :) Mała modelka wystąpiła rozczochrana lecz zdjęcia były robione po przyjściu ze szkoły ...
A teraz jadę kupić półki do PRACOWNI ...I SZAFKI ...I

niedziela, 3 listopada 2013

BAJKI DZBANEK I DIAMENT


 No tak zagadka dziś wyjaśniona ....chyba nikt by nie zgadł, że chodziło mi o książkę dla dzieci, kobieta w moim wieku i zachwyca się bajkami ....ale myślę że na to aby pobyć w świecie fantazji nigdy nie jest za późno.

Zwłaszcza będąc dzieckiem, żyjąc w nieciekawej  wtedy rzeczywistości, uczestnicząc w waśniach rodzinnych zaczytywałam się .....kryminałami, sama nie wiem skąd ta fascynacja u dziecka tym gatunkiem się wzięła, lecz gdy miałam gdzieś z piętnaście lat odkryłam fascynujący świat baśni.

W bibliotekach do których należałam a kilka ich było, kłamałam że to książki dla kuzynek  oczywiście młodszych, bo jakoś wstyd mi było się przyznać że to dla mnie, zwłaszcza że dotychczas sięgałam po książki dla dorosłych.

W tym świecie baśni nieraz  choć na moment mogłam znaleźć ukojenie dla siebie gdy świat mnie przerastał, zwłaszcza jego brutalność, doszukiwałam się wtedy podobieństw między złem w bajkach a tym w mojej rzeczywistości.

Od tego czasu minęło wiele wiele lat, jednak po dziś dzień mam wiele bajek , książek dla dzieci z tamtego okresu, kilka pierwszych wydań książek które są dla mnie cenne, zwłaszcza te  znalezione w antykwariatach, do dziś powiększam swoją bibliotekę o literaturę dziecięcą, dla swoich już nie takich małych dzieci jak i chyba dla siebie, gdyż lubię zwłaszcza o takiej porze roku, wracać do bajkowego świata, wszak zawsze jest w nas nawet dorosłych odrobina .....dziecka.


 To następna zajawka z teraźniejszego świata, taki świąteczny dzbanuszek, zrobiony kilka dni temu gdyż od czwartku musiałam moją dotychczasową bazę robótkową zwijać z kuchennego stołu  i  upchać wszystko w kartony oczywiście pod stołem, więc ciut mniejszy bajzel panuje....lecz jutro znów się rozpanoszę , jak czas pozwoli bo szykuje mi się trochę zwrotów po imprezach halloweenowych do wypożyczalni a wiadomo że zaraz trzeba to wszystko uprać, wyprasować i odwiesić na wieszaczki.
Ale to przyjemny czas, gdyż  pooglądam znów zdjęcia jak kto był przebrany, gdyż musicie  wiedzieć że dorośli mają więcej radochy z przebieranek niż dzieci, w końcu nie często są ku temu okazje.



 A jeszcze możecie poznać dziś  Wacka czyli bażanta diamentowego, niestety wraz z niepozorną małżonką potomstwa w tym roku się nie doczekał , jakiś wstydliwy jest, może za rok będzie bardziej obyty w sprawach damsko -męskich i nie będzie uciekał już przed małżonką.
Na pierwszym zdjęciu w tle widać jeszcze bażanta królewskiego, niestety jego pani nam zwiała z woliery, wystarczyła chwila i lekko uchylone drzwi i poleciała ....szkoda.






Zniosłam blokadę komentarzy, mam nadzieję że już nie będę do niej wracała i  nie musiała  się znów kiedykolwiek tłumaczyć z tego co tu napisałam, tak czy siak myślę nad własnym regulaminem mojego bloga.

sobota, 2 listopada 2013

POWER

Powoli nostalgia na blogach mija ustępując codzienności, jednak przez ten czas wracałam myślami do ludzi którzy pisali bloga a dziś już ich na blogowisku nie widać, sama doliczyłam się kilku osób, których mi brakuje .......szkoda że już nie pisze POKRZYWKA....zniknęła Goya Rose, Beata Raczyńska, Babaluda, z którą razem zaczynałyśmy....mam nadzieję że wrócą jeszcze....

Kilka osób z pewnością dopadło zniechęcenie blogiem, gdyż zwłaszcza początkującym trudno się przebić, być może i są inne przyczyny że blogi zamierają ale dlaczego ? na to odpowiedzi nie znam.

Ostatni tydzień miałam robotny raz że wypożyczalnia miała wzięcie, bo halloween, wykorzystując pogodę porządki w ogrodzie aż się prosiły i jeszcze wiele innych spraw....się nałożyło.
Dziś w pracowni stanął najważniejszy mebel stół , stary na chwiejnych nogach, ale za nim postaram się o coś porządniejszego musi wystarczyć.

Ostatnie czasy  nachodzą moją głowę myśli takie, że  czas  zostać grzeczną dziewczynką, myślę że część osób domyśli się co mam na myśli, powodów znalazło by się trochę, jednak argument największy to taki że liczę się z tym że kiedyś do mojej pracowni trafią ludzie którzy czytają mojego bloga i nie chciałabym aby  się mnie bali, lub myśleli że jestem kontrowersyjną osobą, co to to nie.
Mam nadzieję uruchomić blogownice tam będzie można sobie pozwolić na to i owo, zwłaszcza że już mamy długie wieczory więc miło będzie sobie pogaduchy urządzić.

Dobra  mam  znów nowy power  tym większy że kupiłam sobie dziś pewną książkę , na którą  miałam ochotę od ponad roku, ale zawsze odkładałam ją na półkę ....gdyż cena była za wysoka .....założę się że nikt nie zgadnie co to za książka ....do jutra :)

 
Ptaszyska ...upolowałam aparatem z kuchennego okna ....a poniżej kolejna dachówka ...

Muszę lepiej zacząć robić zdjęcia ..bardziej się do aranżacji przykładać, w tym bajzlu :) bo to ani kolor nie taki  jak w rzeczywistości.