Dziś piszę 300 -setnego posta :) więc pomyślałam sobie, że zamiast pisać to co zwykle , czy wywoływać .....dyskusje, post ten będzie pisany cały dzień, czyli będzie taki jeden dzień mojego życia, kto jest ciekaw zapraszam.
Aby zacząć dziś muszę wrócić się myślami do wczoraj, gdzie to pojechaliśmy po meble do pracowni i będę je miała dopiero w sobotę, gdyż do samochodu osobowego nie wchodzą, choć to z Ikei ale gabaryty swoje mają.
Więc dzisiejszy poranek, był inny niż sobie zaplanowałam,odnośnie mebli bo reszta po staremu, a więc dzieci wyszykować do szkoły, choć synek został w domu, gdyż chory, przeziębienie ale jednak w łóżku musi leżeć, a mama ma zadbać o to aby mu ptasiego mleczka nie zabrakło i oczywiście rozpieszczać.
Ale to że meble główne będą w sobotę, dziś za chwilę jadę kupić farbę, i waham się między bielą (meble będą białe ), toffi , lub złamaną zielenią taką w oliwkę wpadającą, potem jeszcze szafki pod zlew kupić w pracowni do mycia pędzli , rak , to konieczność, musi być miejsce na dzbanek do kawy, miejsce na szklanki ....
Po powrocie dalsze relacje z tego co i jak , gdzie i kiedy , jednak foty będą popołudniu , niestety nie dam rady wstawić, Kinga w szkole a mama niekumata :)
........................................................................................................................................................................
Męża wysłałam po farby bo mam w domu inną robotę niż wybór farb i tak z jakiegoś powodu zamiast bieli , oliwki i toffi kupił ŁOSOSIA TAKI KOLOR , więc to zostanie na korytarz w domu , a mąż znów pojechał namieszać tym razem TOFFI delikatne .. a ja zrobiłam sobie melisy na wyciszenie, bo niepotrzebnie stówę stracił jak są inne wydatki.
Zabieram się za kolejną siódmą dachówkę, w kuchni panuje artystyczny ( fajna nazwa ) bajzel, w którym muszę jeszcze jakiś obiad upichcić, sąsiad ma restaurację i jego żona nie musi gotować, jak jej zazdroszczę .....niekiedy ...tego że nie musi stać przy garach.
Potem małżonek pojedzie po dechy na szalunek pod płot, po południu będzie do odebrania kaloryfer do pracowni, i chyba udam się osobiście kupić szafki pod zlew ...żeby nie było ...znów melisy ...
A jeszcze mężuś jakimiś kontaktami zamówił mi szklane bombki ......z fabryki, czy ktoś robi takie coś w dekupażu ? będę miała co trzaskać, a przedwczoraj najmłodsza zrobiła PRAWIE SAMA
BOMBKĘ ...
ZDJĘCIA POTEM .... BO....
..........................................................................................................................................................................
No więc jak Mirka napisała opisuję typowy dzień z życia kobiety .....więc czytajcie ...
Małżonek wreszcie przywiózł farbę odpowiednią w nagrodę robi OBIAD :) dla rodziny a ja w tym czasie jestem artystyczną duszą i robię świąteczną dachówkę, co jakiś czas wędrując do sypialni gdzie jest komputer.
Jestem za równouprawnieniem w kuchni, gdyż garnki mi obmierzły .....
Jeszcze przy okazji robię pranie kostiumów które wracają po Halocośtam :) więc jeszcze czeka mnie prasowanie, tu nikomu żelazka nie daję bo tiule, i syntetyczne materiały czekają tylko na zbyt gorące żelazko i wtedy ....po stroju.
Mam zamiar jeszcze pościągać doniczki z okien z pelargoniami ...i zanieść je na spoczynek do piwnicy, na dworze zakwitła DATURA co prawda jednym kwiatkiem bo resztę poobcinałam wcześniej.
W oczekiwaniu zajadam się pierwszymi w tym sezonie mandarynkami to znaczy z papugą która je uwielbia, mąż zadbał abym się tą uspakajającą melisą nie struła , gdyż wszystko idzie nie tak jak powinno, zwłaszcza fachowcy ...o tym później gdyż ciśnienie mi skoczy :)
.....................................................................................................................................................................
Dostałam cynk że koło siedemnastej mają pojawić się moi fachowcy.....i zamiast się cieszyć, już myślę aby im nagadać najładniej jak potrafię , lecz małżonek stwierdził że sam to załatwi i albo oni biorą się do roboty albo....małżonek będzie męczył się sam .....ultimatum świetne, lecz małżonek kafelek nie położy, kanalizacji sam nie zrobi, rur przez całe podwórko do centralnego też nie ukopie sam i płotu też sam nie postawi, ach ci faceci :)
Ale za to ma zabrać się dziś za malowanie pracowni , bo już zagroziłam że jak do poniedziałku tyłka tam nie posadzę to .....się jeszcze zastanowię co zrobię.
W kuchni nie mogę poruszyć wodzów wyobraźni bo Vigo dobiera mi się do moich pudełek, lub wspina mi się po nogach, coś czuję że w pracowni będzie mu się podobało, lubi zwłaszcza gabki do tapowania ....świetnie się łapią pazurów.
Kinga wróciła ze szkoły to będą wkrótce jakieś obrazki co by Wam się nie nudziło, może założę sobie istagram czy cosik takiego .....
Jeszcze pracowni nie mam a już dwie osoby się pytały kiedy będę robić kursy, jeden manekin stoi w korytarzu przed wypożyczalnią i każdy zwraca na niego uwagę a po drugie w oknie widać moje dachówki i ludziska ciekawe ....co tam się szykuje......
...................................................................................................................................................................
I stało się fachowcy nie przyszli bo kapuśniaczek z nieba spadł, mąż się łudzi że jutro przyjdą , guzik prawda nie mają ochoty na robotę i tyle, a małżonek woli tego nie widzieć , taka natura .....naiwna, może dam mu to poczytać to zacznie szukać innych fachowców a nie marnować każdy dzień na złudzenia.
W ramach przewietrzenia głowy pojechaliśmy do Castroczegoś kupić szafki pod zlew, niestety cztery stówy za dwie szafki to zbyt wiele dla mnie, więc pokombinuję z moimi starymi kuchennymi, które mam w ogrodowym domku, są białe laminowane z perłowym połyskiem, zobaczę co da się w tej kwestii zrobić.
Muszę zacząć każdy grosz racjonować, gdyż prawdziwe wydatki do pracowni dopiero mnie czekają , jak zakup narzędzi kilka kompletów, materiały mam na początek w solidnej ilości, ale narzędzia począwszy od nożyczek , pędzli różnych rozmiarów, szpatułek min trzech rodzai , gąbek do
tapowania, muszę mieć to podstawa.
Powyższe dachówki powstały wczoraj, jedna świąteczna a druga anielska, dziś głównie prałam ręcznie hurtowe ilości, kostiumów, pomału muszę przygotować się do sezonu , wpierw będą Andrzejki, Barbórki , i Jasełka.
Już się boję że zanim otworzę pracownię zejdę na zawał , bo już nerwowo nie wyrabiam, od maja przynajmniej w mojej głowie rodzi się pracownia......teraz idę kolację rodzince uszykować ....wątek jeszcze dokończę .....
...................................................................................................................................................................
Skończyłam na maju, od tego miesiąca noszę się z pracownią , choć pierwotnie miała ona być tylko dla mnie, jednak czym więcej razy uczestniczyłam w szkoleniach i to z Włoszkami, utwierdzałam się w tym że będę i ja dążyła do tego aby osiągnąć taki poziom bym mogła przystąpić do kursu na instruktora i sama uczyć chętnych poznania tej kreatywnej dziedziny jaką jest dekupaż.
Wam przedstawiałam zaledwie cząstkę tego co robiłam przez ten czas by za kilkanaście dni stanąć do instruktorskiego kursu, to są wszystko emocje, stres przede wszystkim, gdzie ja nowicjuszka stawałam na szkolenia w szranki z doświadczonymi instruktorkami i nie raz z radością przyjmowałam słowa że ktoś myślał że lata w tym siedzę a bywało raptem z początku że zajmowałam się tym kilka tygodni czerpiąc wiedzę z internetu.
Tak potężna dawka tych emocji, związanych i z domem i dziećmi, pracownią zaczęła skutkować tym że od kilkunastu tygodni cierpię na bezsenność, gdzie jedne myśli gonią drugie, postawione plany domagają się realizacji a ja nie mogę tego przeskoczyć.
Październik był dla mnie wyjątkowo paskudny, nie mogłam poradzić sobie z córką a raczej z tym że pojawił się chłopak u jej boku, w dodatku sporo starszy, fachowy zaczęli kiwać nas na wszystkie strony, doszły problemy na szczęście chwilowe z niedomaganiem babci, jeszcze blog dał mi popalić, i to nie z tej strony której bym sobie życzyła, to wszystko poskutkowało tym że był moment że miałam dość wszystkiego, bloga, pracowni, mojego życia, kleciłam tam jakieś posty a czułam się tak jakbym nie ja to pisała, tylko tyle aby pokazać że jestem nadal, a tak naprawdę sama nie wiem gdzie jestem.
Jednak jestem zdania że nie ma tego złego co by ....widać mam naturę lwicy, jeszcze się motam między wieloma sprawami ale jeszcze chwila , jednak powiem Wam coś wiele dobrego słowa, wiele dobrych i ciepłych słów zrozumienia i wsparcia dostałam od Beatki tak tej od toreb przegadałyśmy już wiele godzin , dzieli nas tylko 40 kilometrów, i czuję że znalazłam na blogu bratnią duszę, mam nadzieję że jeszcze w tym miesiącu powiem jej to osobiście.
Teraz idę popatrzeć z rodzinką na Shreka , część ostatnią ....
.....................................................................................................................................................................
Jeszcze taki krótki apel, kto lubi ogrody, interesuje go ta tematyka , zapraszam do mojej koleżanki blogowej znanej większości jako ZIELONA EKSPANSJA , która otworzyła nowy blog na który składa się jej praca i pasja.
A kto nie wie Agnieszka realizuje ciekawe projekty, można było podziwiać niedawno jeden w telewizji gdzie wraz z Mają Popielarską, ale to się dowiecie wchodząc na jej blog
ZAPRASZAM DO KLIKNIĘCIA W LINK ....POWYŻEJ
................................................................................................................................................................
Kolejny dzień pełen emocji przechodzi do historii, co się załatwiło ? deski , farby i to razy dwa, kaloryfer jutro bo nie dowieźli , fachowcy też jutro bo padał....mini deszczyk...bleeeee
a co poza napisanymi tu słowami co się wydarzyło ?
Zwykła codzienność , proza życia rodziny, i jak nic człowiek znów o jeden dzień starszy, a tak miedzy nami każdy z nas dzienne zmaga się z życiem raz jest lepiej raz gorzej, ale co tam narzekanie to nigdy budujące nie jest, lepiej popatrzeć na to nam się udało, mnie jak nic rodzina, a cała reszta dziś denerwujących mnie spraw ..wkrótce się powinna wyklarować....idę spać z nadzieją że jutro ....będzie lepiej :)
Dzięki za cierpliwość w tym długim wpisie i spędzenie ze mną trochę czasu , życzę Wam dobrej nocy :)
Ilona