piątek, 20 września 2013

TEŚCIOWĄ NIE BĘDĘ

Ja TEŚCIOWA ....pierwszy raz tak usłyszałam o sobie od kolegi Kingi z jakieś dwa lata temu, i nie było to dla mnie miłe, wcale mi się te określenie nie podoba, gdyż dobrze mi się nie kojarzy.

Zresztą mniejsza z tym z czym mi się to kojarzy, od dawna wiem że nie mam ochoty na tą funkcję, w klasycznym tego słowa znaczeniu, mam ogromną świadomość że ten tekst przeczytają kobiety pełniące tę funkcję, aspirujące już wkrótce do tej funkcji jak i takie które z różnych powodów teściowymi nie będę i z tego tytułu rwać włosów z głowy nie zamierzają.

Czasem się wydaje lub i nie że to życie nas wpędza w odpowiednie szablony, pasujące do miejsca w którym jesteśmy, i tak mamy rolę żony, potem matki , a potem teściowej oficjalnej lub i nie a potem rolę babki zwanej babcią a jak dożyjemy to i prababką też możemy być i raczyć prawnuki opowieściami jak to ocet na półkach królował.

W rolę żony weszłam podręcznikowo, mamy tak samo , jasne że chciałam po  mojemu , ale z różnych przyczyn tak nie wychodziło, ale na deser zostawiam sobie rolę teściowej, a raczej nie przyjęcia  tej roli świadomie z niej rezygnując.

Teraz wiele z Was pomyśli ......co to za babsztyl, ze mnie i dobrze , tak też można, Ci co uważnie czytali wpisy Co ludzie powiedzą , było tam trochę o tym co mnie ludzie obchodzą, w pewnym sensie staram się żyć tak jak większość, zaś na pewne sprawy mam własne zapatrywanie.

I tak moje dzieci wiedzą  a w szczególności Kinga i syn że nie ma mowy jak założą swoje gniazda że będą z nami mieszkać, bo nie da się uniknąć tego aby się do młodych nie wtrącać, mieszkając w jednym domu i powodować konflikty oraz  spięcia , oni wiedzą że mam swoje marzenia które chcę spełnić więc kiedyś przyszłych wnuków niańczyć też nie będę, od tego są rodzice, ja poradziłam sobie sama, łatwo nie było, ale jest to możliwe, kucharzyć czyli jakieś niedzielne obiadki plus zapasy jedzenia też u mnie tego nie znajdą.

Żadnego wesela odstawiać dzieciom,  też nie będę co więcej mam jakąś alergię na tradycyjne weseliska, moje ledwo zniosłam, a marzyłam tylko nas dwoje, świadkowie, jakiś maleńki kościółek....niestety tak nie było.

Czym więcej mam lat te tradycje działają na mnie jak płachta na byka,nie mam ochoty poznawać kiedyś jakiś swatów, bądź obcych ludzi, bawić się w konwenanse niepotrzebne, i to wszystko razy trzy, chcę być wolna od tych rzeczy, a jak idę trochę w sztukę to ludzi tzw. o artystycznych  duszach ma się za takich bujających w obłokach , więc liczę na to że mi to pomoże.

Moim obowiązkiem jest kochać swoje dzieci, mądrze je wychować, zapewnić wszystko co w mojej mocy aby miały z czym w dorosłe życie wchodzić, i przekazać im te najważniejsze wartości jak miłość, empatia, wiara w siebie, szacunek a o resztę one kiedyś muszą zadbać, matką będę zawsze teściową nigdy.

Ps. Zanim komuś przyjdzie do głowy wieszać na mnie psy lub oceniać , pomyślcie ile to teściowych zniszczyło małżeństwa, lub powodowało długotrwałe zatrucie związku, przez ileż to teściowych  skrzydeł zostało podciętych na starcie życiowym, zbyt wiele, nieraz najlepszy człowiek w tej roli staje się najgorszym  despotą, zresztą te uszczypliwe kawały o teściowych nie wzięły się z sufitu, lecz z życia.

Bardzo jestem rada że TAK MAŁO OSÓB  chce mieć moje serwetki  , i  nagrodę niespodziankę  , żebyście potem nie żałowali , jak będzie za późno bo potem jęków słuchać nie będę.

Póki co staram się odpisywać na komentarze, jednak czy ktoś wraca poczytać odpowiedz? chyba rzadko.

105 komentarzy:

  1. Teściową nie będziesz, bo będziesz mamą przyszywanego dziecka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Oj nie do końca Andziu, lubię ptaki i podoba mi się jak ich młode wylatują ze swojego gniazda w świat,tak samo chcę aby moje dzieci były na swoim poznały świat od czasu do czasu odwiedzając nas rodziców.

      Usuń
    3. I tu jestem rozdarta - z jednej strony moje potencjalne dzieci puszczę w świat, bo "dzieci są dla świata, nie dla nas"
      a z drugiej strony - mimo pewnych zgrzytów - dobrze się mieszka ze Świekrami i Dziadkami (których niestety już nie ma).
      Być może życie zweryfikuje moje zapatrywania ;)

      Usuń
    4. Ja uważam że nie ma jak osobno mieszkać, teraz mieszkamy z babcią i nieraz bywa .....ciężko.
      Ważne jest to co dzieci wyniosą z domu, może być i czterdziestolatek, z mentalnością małego chłopca pod mamusinym ramieniem, a choć małżonka będzie chciała go usamodzielnić to mamusia czyli teściowa nie pozwoli.

      Usuń
    5. Też bywa niefajnie, ale jednocześnie jest to znakomita szkoła kompromisu i współżycia. Teściowa bywają różne. I synowe także :)
      Istotne przy wspólnym mieszkaniu jest to, by jedna i druga strona znała swoje miejsce i nie wchodziła w cudze kompetencje.
      Rozumiem Twój punkt widzenia :) Wiem, że ze mnie dobrej teściowej nie będzie, ale ze swoją trafiłam nieźle.
      W kwestii wesela mam dokładnie to samo zdanie - chceta=róbta, mnie w to nie mieszajta =)) I dlatego "nas dwoje, świadkowie" i USC.

      P.S.1 Zawsze czytam odpowiedzi :)
      P.S.2 Bez jęków - SERWETA

      Usuń
    6. Andziu to mamy podobnie ze mnie też nie jest dobry materiał na teściową :)
      Tą serwetę z łaski swej dopisz do wcześniejszego posta abym Cię nie zgubiła.

      Usuń
  2. Zawsze wracam! Ale do "ad remu" :-)))Nie za bardzo nadaję się na klasyczną teściową. Do zycia mojego dziecka, które osiagtneło pełnoletnośc dwa lata temu nie wtrącam się od lat co najmniej pięciu. Rozmawiamy, no jasne, ale Ewa podejmuje swoje własne, prywatne i osobiste decyzje. Niezalezne od mojego zdania, aczkolwiek często z nim zbieżne. Na klasyczną tesciowa jednak się nie nadaję i raczej woilałabym mieszkac osobno, bo ani chybi konflikty by były. Przy czym wesela nie zrobię m( zresztą u nas tradycja rodzinną po kądzieli jest...brak ślubów...). No i mieszkam z Ciocią... Młodzi zwłaszcza na poczatku związku zdecydowanie powinni mieszkac sami. Pamiętam. Jak dziś:-))) Nadal nam tej wolności brakuje:-)))
    Usciski
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aśka ja zawsze wiedziałam że jesteś niezależną kobietą z własnym zdaniem, to czyli nas jest więcej, bo ja tym bardziej na teściową się nie nadaję, i wolę iść pod wiatr byle by było tak jak czuję, a nie pod innych.
      Mnie jeszcze bardziej tej wolności brakowało i brakuje.

      Usuń
  3. I się w pełni z Tobą zgadzam Ilonko :)...żadnego wspólnego mieszkania. Sama mieszkałam ponad 10 lat z teściową..i wiem jak to wygląda. Są i tacy, którzy chwalą sobie takie wspólne mieszkanie..ale nie każdemu musi się to podobać.
    Wesela?...jestem przeciwnikiem takich imprez, bezsensowne wydawanie pieniędzy, a ile by się nie wydało i ile by trudu nie kosztowało, goście będą wybrzydzać...zresztą to powinien być dzień dla młodych, a nie dla ciotek, wujków, kuzynów.....
    Mój syn chciał wesele, to sobie na nie uzbierał...córka twierdzi, że żadnego wesela nie będzie i ją popieram w tym postanowieniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat zwariował, ja tu czekam na gromy od nawiedzonych kobiet co mi na głowę zlecą a tu solidarność jakaś się tworzy, a już myślałam że kij w mrowisko wsadziłam.
      Ja nie mam nic przeciw weselom jak sobie dzieci nazbierają lecz ja w tym cyrku udziału brać nie będę, nie lubię, nie chcę.

      Usuń
    2. No widzisz, jakie światłe kobiety do siebie przyciągasz :)

      Usuń
    3. Te kobiety mnie zaskakują swoją ŚWIATŁOŚCIĄ I DOBRZE BĘDZIE JAŚNIEJ :)

      Usuń
    4. Światłych, trochę chodzi po świecie ;)..ale takich, co to wesele, z oczepinami, z kretyńskimi zabawami ..... tyż nie brakuje. A najbardziej mnie "rozwala" , gdy najważniejszym argumentem za weselem, jest..." ale wiesz, ja muszę, bo rodzina by mnie obgadała"

      Usuń
    5. A to niech obgadują ozory też trzeba przewietrzyć :) to powód też powinien być konkretny.

      Usuń
  4. Najczęściej wracam do komentarza i jest mi miło, gdy osoba prowadząca bloga odpisze.
    Temat teściowej jest mi dość obcy, bo nią też raczej nie będę z nieposiadania potomstwa i teściowej nie mam :)) Ten uśmiech na końcu wynika z tego, iż zdaję sobie sprawę, jak ciężko byłoby mi wytrzymać z rodzicielką mojego męża. Nie poznałam jej, bo zmarła dawno temu, ale z opowieści wynika, że łatwo by nie było. Kto wie, zresztą, czy mój chłop by se tak długo w stanie kawalerskim pobimbał, czy nie ożeniłby się z jakąś namotaną panną dla świętego spokoju.

    Nie wiem za bardzo, o co chodzi w tych "swatach", ale zabrzmiało strasznie.
    Wielkie wesela to też nie moja bajka, ale kto co lubi.
    Co do Twoich planów niebycia teściową - brzmią nieźle i rozsądnie, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidko na komenty Twe wcześniejsze odpiszę jutro, a co to znaczy NAMOTANA PANNA ?
      Swaty to rodzice drugiej strony zięcia czy synowej, a nie bycie teściową już mam zaklepane od dwóch lat gdy kolega Kingi tak się do mnie zwrócił a ona miała 14 lat on 16.

      Usuń
    2. Namotana, to znaczy podsunięta przez krąg znajomych, albo rodziców. Np. gdy mamuśka chce synka ożenić z wybraną panną, zapoznaje go z nią, zaprasza dziewczynę do domu, wysyła synka z nią na spacer i tak dalej.
      I mówi się, że chłopakowi namotała dziewczynę :))

      Twój niedoszły zięć miał tupet ;) nie ma co, w tym wieku, takie poważne teksty ;)

      Usuń
    3. To był żart tak myślę :) w tym wieku?
      A u nas się mówi swatanie zeswatanie , koszmar :)

      Usuń
    4. Na pewno żart, ale i tak chłopaka podziwiam :) Bo sama, będąc w tym wieku, tak do osoby dorosłej bym się nie odezwała :)
      Swatania też się używa, ale kto teraz kogo swata? ;) Z namotaniem - interes też można namotać, czyli nakręcić, albo coś załatwić.
      Po czeremchówce w głowie się mi przejaśniło ;)

      Usuń
    5. On tak się zwrócił do córy że go teściowa woła czyli ja.

      Usuń
    6. Aaa, to zmienia postać rzeczy ;)

      Usuń
  5. Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono - słowa Wisławy Szymborskiej :-?
    Ważne by dzieci poznawały świat jednakże nie wszystko do końca zależy od nas , czasami nie tak się układa jak sobie planujemy, są zbiegi okoliczności bardzo dziwne bardzo często niezależne od nas.
    Ludzie są różni, jedni dobrzy , szczerzy, serdeczni inni złośliwi, zaborczy... i niestety cześć i jednych i drugich zostaje żonami, matkami synowymi czy teściowymi. A wnuki są kochane i często szczególnie dziadkowie, który nie zajmowali się swoimi dziećmi szaleją za nimi. :)
    Ilonko na pewno synowa czy zięć nie będą mówić o Tobie jak w żartach bo Ty po prostu taka nie jesteś jak te herszbaby zaborcze teściowe. Jesteś normalną mamą więc dalej będziesz normalna mamą czy babcią do tego szczęśliwą i pełną pięknych pomysłów na życie:) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do mieszkania to dobrze dla wszystkich jak młodzi maja swój kąt:)

      Usuń
    2. Izo ja jestem herszt baba, babunia w bujanym fotelu i robiąca skarpetki to nie ja, mylny obrazek, mojej osoby, więc zawczasu nie chcę aspirować do najgorszej teściowej, teraz rządzę w domu aby mi się wszystko nie rozlazło, ale już wkrótce chcę mieć spokojniejsze życie.

      Usuń
    3. W tym wszystkim ważny jest umiar, na pewno w sprawy młodych nie powinno się wtrącać chociaż czasami ręka swędzi. Jeżeli chodzi o wesele ja miałam duże ale nie chciałam, rodzice chcieli zaprosić rodzinę i swoich przyjaciół. Koleżanki moje były a te których nie zaprosiłam trochę się obraziły(?) :-?. Moi synowie już się ożenili, ja jestem tak po nazwie teściowa ale mówią mi mamo. pierwszy ożenił się bardzo młodo, wesela nie robiliśmy, małe przyjecie z najbliższymi:) A starszy syn już pracował i nawet nie pomyślał żebym mu pomagała, sami młodzi zdecydowali się , zaprosili rodzinę najbliższą i swoich kolegów i koleżanki. Wesele było na 140 osób. Muszę ich zapytać , co myślą o tym teraz, czy również podjęliby taką samą decyzje. Wesele było na 140osób.

      Jeszcze coś, ja pracowałam sama musiałam sobie radzić naprawdę sporadycznie mogłam gdzieś zostawić dzieci, o kinie , operze czy innym wypadzie trzeba było zapomnieć. Jak miałam już wnuka który był we mnie strasznie zakochany , ja również, siostra moja dziwiła mi się , mówiła że ona nie będzie bawić wnuków. teraz już ma wnuki i zmieniła zdanie:) O swoim bardzo bliskim zupełnie inaczej się mówi, myśli i czuje:)

      Pozdrawiam Ilonko, mam nadzieje , że przez lata będziemy tu sobie tak gaworzyły i również doczekamy czasów , gdy zostaniesz kochaną i kochającą babcią:)

      Usuń
    4. i jeszcze nie dopowiedziałam. przez wiele lat mieszkaliśmy razem, tzn moi synowie z rodzinami u mnie. Każda rodzina miała swój kąt, tzn pokój lub 2- później( ja z mężem w 1 pokoju) a kuchnia wspólna,łazienki były na szczęście 2. Ja jeszcze pracowałam i to na zmiany również, dyżury niedzielne i świąteczne tez , jak to w szpitalu. Nie wiem jak mnie oceniają , mieszkają w swoich domach , spotykamy się serdecznie , czasem słyszę miłe wspomnienia od nich .Na pewno nie było łatwo mi ale im również, budowali się a przez to , że mieszkali u nas mogli pieniądze zamiast na wynajem przełożyć na budowę. i to chyba tyle:)

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. Izo wesele faktycznie spore, sama jestem ciekawa jak teraz Twoje dzieci zapatrywały by się na przyszłość, wspólne mieszkanie pod jednym dachem, nie było chyba aż takie złe, skoro kontakty jako teściowa masz dobre, Wiesz wszystkiego są plusy i minusy, nigdy nie jest idealnie, choć kto wie...
      Przez lata to chyba tu nie będę, ale jakiś czas owszem.

      Usuń
    9. widzisz Ilonko, gdybym tu nie wracałabym to nie wiedziałabym ile mnie tu namnożyło, nie mogę do końca usunąć , ale może Ty jako właściciel bloga usuniesz te usunięte:)

      Usuń
    10. Dobra jest Izo jeszcze usunie mi się coś co nie trzeba i będzie problem.

      Usuń
  6. Żeby nie pominąć nic :)
    Zaglądam na komentarze i z utęsknienim czekam na Twoją odpowiedź, o czym niech świadczy odpowiedź na odpowiedź ( jeśli jest taka potrzeba ), kurde, chyba się uzależniłam :)
    Na serwetki się zapisałam :)
    Na niespodziankę chyba też, bo to w temacie poznajmy się, no chyba, że mam pałę ze zrozumienia tekstu :)
    A teraz cała reszta. Jak słyszę z ust własnej Mamuśki słowo " swaty " określające teściów moich braci, to mnie ... trafia , żeby nie powiedzieć inaczej. Moje córki wiedzą, że babcią na pełen etat, to ja też nie będę, mi nikt dzieci nie bawił i dałam radę, ale to nie dlatego, po prostu jak piszesz - wychowaniem dzieci powinni się zająć rodzice. Mają obiecane - będzie potrzeba wyjścia gdzieś, zabawić się, ukulturalnić, czy nawet na parę dni wypocząć, nie ma sprawy :) Póki co , mi to nie grozi, laski wolnego stanu, ani myślą, co szczerze mówiąc mnie bardzo cieszy, bo imprezy typu " zastaw się a pokaż się " to głupota, niestety Książę Pan jest innego zdania :-d
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze na te zastaw się brać pożyczki, i pół roku wcześniej żyć jak w amoku przedślubnym, ostatnio oglądałam stary film Ojciec Panny Młodej :)
      To sprytna KOBIETO księcia pana trzeba urobić :) jak ciasto pomału.

      Usuń
    2. Ilonuś, urabiam ile wlezie, Książę starej daty, rzekłabym przeterminowany nawet, jaja twarde, biszkopta nie uklepiesz, za to " miętki " na " co ludzie powiedzą " ;(
      Ps. Film rewelacja :)

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą w 100%! Kocham moją mamę, teściową szanuję, ale od zawsze walczyłam o izolację :p uważam że młodzi powinni od początku radzić sobie sami :) sama nie myślę o tym czy będę teściową, na pewno gdyby coś takiego miało się zdarzyć chciałabym żeby ten ktoś szanował moje dziecko i to by mi wystarczyło a tam gdzie jest szacunek i miłość reszta też przyjdzie, i żadne wtykanie czyjegoś nosa w nie swoje sprawy nie jest potrzebne, a na mnie działa jak płachta na byka... ale to moje skromne zdanie :d
    czytam z wielką radością co odpisujesz i cóż mogę dodać - lubię to :>)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, aż mi wstyd mam trochę zaległości u Ciebie, jutro zajrzę na dłużej, pięknie to napisałaś, bo nie liczyłam na zrozumienie, gdyż u nas teściowa to wręcz instytucja, wręcz świętość.

      Usuń
    2. spokojnie, wczoraj napisałam pierwszy raz od miesiąca :d

      Usuń
  8. Ilonko jeżeli chodzi o mnie to ja zawsze zaglądam i czekam na Twoją odpowiedź.Na serwetki oczywiście się zapisałam bo nie przepuściła bym takiej okazji.Ja jeżeli chodzi o imprezy typu swaty to na samą myśl dostaję dreszczy.Duże wesela to według mnie głupota.Ciekawa jestem jaka ze mnie będzie teściowa bo gdybać można dużo teraz takie czasy,że młodzi nie zawsze mogą wynieść się na swoje,a razem chcą być koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brydzka weź termofor na te dreszcze, i rób tak jak czujesz, no z tego co ja czuję , myślę, słyszałam to jest z Ciebie materiał na najlepszą teściową w pozytywnym znaczeniu tego słowa, lecz nie daj sobie wleźć na głowę, bo Ci z niej potem nie zejdą.

      Usuń
    2. No nie wiem Ilonko czy dobra ze mnie będzie teściowa bo ja to paskudny mam charakter jak mi ktoś za skórę zajdzie to nie ma przebacz. :-b

      Usuń
    3. To już nie wiem Brydziu, to może niech młodzi osobno zamieszkają :) ale nie wierzę że masz paskudny charakter, ściemniasz :)

      Usuń
  9. Też jestem przeciwko, zdecydowanie przeciwko mieszkaniu z teściami/z rodzicami. Za rok kończę studia i mimo że jeszcze nie wychodzę za mąż, chcę się wyprowadzić "na swoje". Czas najwyższy, nie mam zamiaru do 30-tki siedzieć na garnuszku rodziców.
    A jeśli idzie o wesele, to na chwilę obecną chcę normalne, tradycyjne polskie wesele, być może przez moje przywiązanie do tradycji. Jednak już dzisiaj wiem, że będę musiała sama sobie na nie zarobić, w tej kwestii nie mam co liczyć na rodziców :) Oni już mi pomogli w życiu, teraz czas zacząć dbać o siebie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marchevko , to z Ciebie niezależna kobietka i chwała, bo teraz do 40- tki siedzą na garnuszku rodziców, wesele mam nadzieję będziesz mieć takie o jakim marzysz.

      Usuń
  10. Zawsze wracam, aby przeczytać, czy bloger odpisał na mój komentarz, lubię też podyskutować z Gospodarzem/Gospodynią i innymi czytelnikami. Lubię również, jak inni dyskutują i przekomarzają się na moim blogu.

    Co do wesel - no, nareszcie jakiś głos rozsądku. Wesele przestało być wydarzeniem rodzinnym. Stało się pretekstem do wykreowania całego "przemysłu" z nim związanego. Nie spotkałam od dawna nikogo, kto cieszyłby się z wesela. Rodzice drżą, bo wydatek bardzo kosztowny i czy aby na pewno wódki wystarczy. Bo jak zabraknie to wstyd przeogromny. Goście niezadowoleni, bo trzeba sobie sprawić coś nowego do ubrania i włożyć w kopertę odpowiednią kwotę. Państwo Młodzi modlą się o siły, aby to wesele przeżyć, bo wysiłek fizyczny bardzo duży - doba na nogach i jeszcze trzeba przy tym dobrze wyglądać i cały czas się uśmiechać i być zadowolonym. Po takim weselu jest dużo plotek. Kto jak był ubrany, skąd przyjechał i ile dał. No i najważniejsze - czy wesele się zwróciło?
    To dla kogo jest właściwie ślub i wesele? Dla księdza, orkiestry, fotografa, wypożyczalni limuzyn i restauratora?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różo napisałaś wszystko to czego w tych weselach nie lubię, zwłaszcza naszych Polskich, wesele trwa dzień lub dwa a rok nieraz wyjęty z życiorysu, a potem bywa i tak że jeszcze szybszy rozwód, a tu trzeba pożyczki zaciągnięte na poczet wesela spłacać.
      Bywa że wesela są dla wszystkich tylko nie dla młodych, czyli samych zainteresowanych.

      Usuń
    2. Pracowałam przez rok w dużej restauracji, w której odbywało się czasem kilka wesel tygodniowo. Czego ja nie widziałam...

      Usuń
  11. Rzeczywiście... przede mną długa droga do teściowej, więc pewnie mi się tam pozmienia w tej kwestii.
    Ale szczerze powiem, byłabym wdzięczna właśnie za taką teściową, która to nie wtrąca się, nie wpada znienacka, nie interesuje no i nie nazywa siebie teściową! :)
    Uwielbiam swój dom, ale rzeczywiście wolałabym mieć swój i mieszkać osobno. Już ja się napatrzyłam na rodziny, które mieszkają ze sobą i non stop mają konflikty... ;/
    Do ślubu u mnie daleko, więc sama jestem ciekawa jak to będzie...
    Jedno jest pewne, moi rodzice sami sobie wyprawili wesele, więc ja zrobię tak samo, jeśli już. :)
    Uściski,
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ico do teściowej masz kawał czasu, aby nią być,najpierw weselisko a potem teściowanie.

      Usuń
    2. To prawda, ale za dnia na dzień życie pędzi niestety coraz szybciej....

      Usuń
  12. Ilonko! Też zawsze wracam by przeczytać odpowiedź na to, co napisałam u kogoś. Inaczej bez sensu byłoby całe to pisanie. Swoją drogą, internet jest jak wieczna mgła. Czasem, na moment mamy wrazenie, że sie przerzedza, że nareszcie coś rozrózniamy, cos wyraźnie widzimy. Ale już po chwili znowu ta sama mgła...
    A teściową tez nie będę, ale...Z zupełnie innych przyczyn, niż Ty. Pewnie i babcią nie będę. A chciałabym...kiedyś. Bo tyle jest słodyczy, jakichś niewyzytych uczuc macierzyńskich. Wspomnień, gdy był czas na coś, ale minął i juz nie wróci...
    Ilonko! Mam dzisiaj dzień cięzkiego tyrania a w przerwach smęcenia. Wybacz, że u Ciebie mi sie posmęciło też.
    Pozdrowienia Ci zasyłam gorące, Ty antyteściowo uparta!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo,ja osiwieję doszczętnie, doszukuję się podtekstu w tej mgle, mam nadzieję że to z ni mojego powodu, zaglądam do Ciebie czytam, nie komentuje bo jakbym miała autora książki komentować, a właśnie Twoje opowiadania mam nadzieję czytać kiedyś w formie książkowej bo tak lubię najbardziej.
      Mam nadzieję że smętny nastrój Cię opuści, mam nadzieję że znów kiedyś pogadamy mam nadzieję ...

      Usuń
    2. Ilonko! A ja nie jestem zadnym tam autorem a zwykłą blogowiczką przecież!!! I jak mi ludzie nie komentują, to ja zaraz myslę, ze głupoty i nudy na pudy piszę! I odechciewa mi sie pisać. Taka jest prawda!
      A co do mgły, to ona jest w tym internecie stale. Nawet jak nam sie wydaje, że juz wszyscy tacy bliscy, oswojeni i cacy. A juz za chwilę milczenie. Dziwna obcość. Pomijanie. Nie wiadomo o co chodzi!Osiwieć mozemy razem! Nie ma to, jak spotkania oko w oko!Od kiedy spotkałam sie z Zofijanną to juz te internetowe spotkania nie są tak zadowalające jak przedtem, niestety. Brakuje mi prawdziwego człowieka! Z krwi i kosci. Z dotykiem. Zapachem. Minami. Wzruszeniami ramion. Płaczem i śmiechem.Przekleństwem, gdy trzeba.Ta mglistość internetowa mnie irytuje!!!

      Usuń
    3. Ja wiem Olgo że jesteś autorką, pisarką, takich tekstów jak Twoje nie każdy napisze.
      Wiem o czym piszesz, ja tak samo czuję, też mi nie wystarcza pisanie do monitora,myślałam że blogownice dają mi te poczucie wspólnoty ale bardziej rozczarowały, też bardzo liczę na spotkania w realu, może pracownia to przybliży, Olgo ale powinnaś wiedzieć, że od początku czyli prawie rok jesteś mi bliska, liczę że kiedyś zawitacie do mnie, czy specjalnie czy przejazdem ale z myślą że się spotkamy.

      Usuń
    4. Tak dziewczyno bliska duszą! Musimy sie kiedys normalnie spotkać!. Ale chyba Ty Ilonko zawitasz szybciej do tej naszej samotni w wiecznym remoncie, w totalnym niepozbieraniu i prowizorce, niż ja do Tarnowskich Gór, bo mnie kompletnie nie ma tu kto zastąpic i wyręczyc w codziennych, coraz liczniejszych obowiązkach. Od kiedy umarłą moja ukochana, bardzo uczynna sasiadka, to także pod tym względem zgasłą iskierka nadziei. Czyli myslę, ze uściskamy się prędzej czy później na naszym końcu świata, w Podkarpackiej wiosce, gdzie cicho wszędzie, głucho wszędzie, rozgardiasz i bidnie, ale dobrego słowa w domu nigdy nie brakuje!:-))

      Usuń
    5. A żebyś wiedziała Olgo że zawitam, na Waszym końcu świata, być może nie za rok czy dwa, lecz prędzej niż myślisz.

      Usuń
    6. No to mam na co czekać i wiesz? Już sie na to cieszę a smętny nastrój mi gdzieś całkiem uleciał! Dziękuję Ilonko!:-))

      Usuń
    7. Olgo co tam smętny nastrój , jutro znów zacznie się kolejny dzień:)

      Usuń
    8. To prawda! No to dobrego jutra Ilonko! I pojutrza też za jednym zamachem!
      Buziaki zasyłam wprawdzie wirtualne, ale tak po ludzku szczere i serdeczne!:-))

      Usuń
    9. Wzajemnie Olgo:) Buziaki i uściski również :) ślę.

      Usuń
  13. Ilona? A kuku!
    ZAWSZE wracam po odpowiedź, po to się komentuje, czyż nie? Nie lubię blogów i nieczęsto wracam do tych, w których komentarze są ignorowane.
    Podpisuję się czterema łapami pod Twoim postem na temat teściostwa, dziadostwa i całej reszty. Wesel nienawidzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana WITAJ :)
      Ja też tak jak morderca na miejsce zbrodni:) I co teraz nie lubisz blogów ? ja czekam na Twój:)
      I JESZCZE SIĘ PODPISUJESZ POD TYM POSTEM, CZEGO MOGĘ CHCIEĆ WIĘCEJ :) A KYSZ Z TEŚCIOWSTWEM , I CAŁĄ RESZTĄ :)

      Usuń
    2. Źle sformułowałam: lubię blogi! Rzadko wracam do tych, w których komentarze są pomijane milczeniem. I tych nie lubię. Taki blog jest dla mnie martwy.
      Dla mnie najgorszy horror, to szykujące się gdzieś w rodzinie wesele. Wydatek spory, przyjemność żadna. Te wszystkie zdeformowane weselne obrzędy, które nie wiadomo skąd się wzięły, często niesmaczne. Okropność.

      Usuń
    3. Jedyne wyjście to wymyślić jakiś konkretny powód absencji, lub prozaka się nałykać czy coś mocniejszego i odbębnić ten nieraz przykry obowiązek, choć to nie pogrzeb, a wesele to na stypie nieraz bywa serdeczniej.

      Usuń
    4. Nawet napić się nie mogę, bo zaraz zasypiam. Prozac nie zda egzaminu, bo trza by brać przez dłuższy czas, żeby zadziałał. Najlepsza byłaby marycha, albo cóś. Na stypie nie ma przynajmniej tych głupkowatych obrzędów z rodzaju "szukanie jajeczka", rozpoznawanie kolanka oblubienicy (strasznie śmieszne!) czy innej podwiązki!

      Usuń
    5. O szukaniu jajeczka nie słyszałam :) ale dmuchanie balonów owszem, czy wędrująca flaszka między nogami to z własnych doświadczeń :) brrr.

      Usuń
  14. Bardzo mądrze i fajnie napisałaś. Mogę się tylko podpisać, choć powiem C, że marzy mi się bycie babcią. Może nie na cały etat, ale tak czasem na spacerek pójść z wnuczką, pojechać na wczasy... No i te niedzielne obiadki, to czemu nie? Z przyjemnością będę gościć moje dzieci.
    Pewnie wszystko to okaże się w praniu. Wiem tylko, że ze wszystkich sił będę się starała nie wtrącać w decyzje i sprawy dzieci, no i wspólne mieszkanie w zadnym razie!'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nie pisz tak że mądrze, bo mi się w głowie poprzewraca, bycie babcią to co innego niż teściową, właśnie ta ostatnia część Twojego komentarza jest bliska temu co myślę.

      Usuń
  15. Ilonko,
    Po pierwsze witaj - bo rzadko się odzywam, choć czytuję pilnie, ale, jak sama wiesz - nie raz zabraknie czasu żeby komentować.
    Poruszyłaś ważny temat.
    Nie trzeba być teściową - tą osobą, której wizyt się nie cierpi, a samą osobę najchętniej wystrzeliłoby się kosmos. Można być przyjacielem, mamą, dobrym duchem i ostoją. Ja mam taka teściową - bardzo ja lubię. Nigdy się miedzy nas nie wtrąca, dobrych rad niepytana nie udziela, kiedy jest u nas jest bezproblemowym gościem, a właściwie oczekiwanym domownikiem. W kuchni się doskonale uzupełniamy, żadna z nas nie "wie lepiej". Ona nastawia zupę według własnego pomysłu - ja się biorę za drugie danie, ona robi mięsko, ja sałatkę itd. Nawet się w tej mojej mikroskopijnej kuchence nie obijamy o siebie. Czyli można - pod warunkiem, że obie strony chcą i się starają. Bycie babcią także nie jest obowiązkowe, choć często przez młodych rodziców oczekiwane, czasem wręcz wymagane. Wydaje mi się, że chyba każda matka ma w genach zapisaną pomoc córce, czy synowi przy jego dzieciach, ale trzeba się też liczyć z tym, że babcie mają własne obowiązki i życie.
    Wielkie wesela miały kiedyś uzasadnienie. Było to po pierwsze wydarzenie, które odrywało wiele osób od szarej rzeczywistości, kiedy można było dobrze zjeść, gdy na co dzień jadano raczej skromnie, była to również okazja do spotkania się z krewnymi i poznania rodziny nowego małżonka. Dziś na co dzień mamy okazję jeść, to co chcemy, rodziny są coraz mniejsze, nie ma więc potrzeby spotkań, a w obecnych czasach raczej nie utrzymuje się kontaktów z rodziną świeżej żony czy męża. Poznają się rodzice i rodzeństwo i i to oni będą mieli ze sobą do czynienia. Ja chciałam, podobnie, jak Ty mieć małe przyjęcie weselne - tylko najbliżsi. Uległam presji cioci (mama dawno nie żyła), a tato powiedział, że będzie, jak zechcę - sam przyzwyczajony do dużych wesel rodzinnych. Dziś, po tylu latach nieustannie dochodzę do wniosku, że mogłam sobie tego trudu oszczędzić, zwłaszcza, że organizacja spadła na mnie, na szczęście z pomocą Gabrysia, który, jak to facet w takich okazjach czekał na moje decyzje.
    Z większością moich weselników nie utrzymuję kontaktów na co dzień - może na innym weselu, lub na pogrzebie. Mieszkamy daleko, nie mamy okazji ani potrzeby kontaktu w życiu, wiemy o swoim pokrewieństwie, ale każdy żyje swoim życiem. Mogłam więc oszczędzić grube pieniądze wydane z własnej kieszeni, a pewnie i tato dałby nam tę kwotę, którą sam wydał i miałabym na start dużo więcej niż dostaliśmy w kopertach, a moje kontakty rodzinne i tak nie uległyby zmianie, zwłaszcza, że narzeczonego, jak przystało przed ślubem przedstawiałam wszystkim krewnym, składając im wizyty. Już samo to było dostatecznie męczące - objechać pół województwa.
    Dlatego uważam, że jeżeli młodzi chcą mieć małe przyjęcie weselne - jest to jak najbardziej uzasadnione. Przecież i tak dopiero czas pokaże, kto jest tak na prawdę RODZINĄ.
    A słowem teściowa się nie martw - wierzę, że przygarniesz nowe "nabytki" Twoich dzieci, a oni nawet się nie obejrzą, jak będą do Ciebie mówić "mamo".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, widać masz szczęście do teściowej, tworzycie szczęśliwą rodzinkę,tak czytam i dochodzę do wniosku ile ludzi tyle historii, nie twierdzę że wesela są złe, teściowe, tyle że ja tego nie chcę , nie chcę reszty życia być marionetką i robić wszystko dla tradycji,męczyć się dla określonych zasad.
      Moje dzieci zawsze będą dla mnie najważniejsze, ich radości będą moimi, troski i smutki też, lecz ich życie będzie takie jaką obiorą drogę, ja będę kiedyś stała z boku, nigdy na ich drodze.

      Usuń
    2. Szczęście młodych nie od wesela, ale od życzliwości rodziny. Kto życzliwy nie będzie potrzebował wesela żeby to okazać. Nieżyczliwi najedzą się za Twoje pieniądze, napiją, a potem powiedzą, że niedobre było. Ja od ciotki, która nalegała że wesele musi być usłyszałam po kilku latach, że moja mama by do tego wesela nie dopuściła. (ciotka na narzeczonego nosem kręciła) na szczęście mam ją w ... i żyjemy już z Gabrysiem tyle lat. Co ciekawe - miała więcej do powiedzenia od mojego taty, który się z Gabrysiem rozumiał i lubił.
      Kichać wesela, kichać na rolę teściowej, kichać na opinię ludzi - dobrym człowiekiem trzeba być i przyjacielem dla młodych i będzie dobrze.

      Usuń
    3. Ten ostatni wers Gabrysiu powinien robić za motto :) jest świetny.

      Usuń
  16. Ja mieszkałam całe życie z rodzicami i wiem że młodzi muszą mieszkać oddzielnie.
    W obecnych czasach często młodych nie stać nawet na wynajem mieszkania a i rodziców również nie stać na pomoc dla młodych a więc jedyne wyjście to mieszkać razem.Odnośnie wesel to je bardzo lubię i lubię chodzić na nie. Uwielbiam różne przyśpiewki weselne.Nie podobają mi się wesela nowobogackich. U mnie wesele będzie ale w naszym stylu wiejskim , staropolskim z pomocą pań z naszego Koła Gospodyń Wiejskich. Myślę że będę dobrą teściową. Bardzo lubię narzeczoną mojego syna i jesteśmy jak koleżanki.Nie pouczam , nie stawiam dystansu. Mam szczęście że bardzo kocham syna i pokochałam również jego wybrankę / gdyby było inaczej chyba nie byłabym dobrą teściową/. To na tyle dzisiaj , miłego dnia Ilonko życzę Tobie i całej Twojej rodzinie, pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu co komentarz to coraz więcej Ciebie odkrywam, gdzieś mi się ubzdurało że masz z 30-tkę, a tu już potencjalna teściowa dziś tu pisze,ale wiem że z pewnością będziesz wspaniałą teściową, cierpliwą i kochającą, jak się robi takie cuda na szydełku, to innej opcji nie ma :)

      Usuń
  17. Witaj :)
    Z teściowymi to jest właśnie tak, jak piszesz. Z hucznymi weseliskami, również. Cieszy mnie to, że są osoby myślące właśnie w ten sposób.
    Znam osobę, która samotnie wychowując córkę, w odpowiednim czasie zadłużyła się niemiłosiernie żeby wesele "na pokaz" córce wyprawić.
    Chyba też w ten sposób leczyła swoje kompleksy, bo wypowiadając się na temat tegoż weseliska używała zwrotu "u mnie na weselu".
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takim zwrotem to i ja się nieraz spotkałam U MNIE NA WESELU :) a tak po prawdzie to uważam że wiele osób tak myśli jednak nie każdy ma ochotę czy ODWAGĘ aby to zmienić.

      Usuń
  18. Ale rozpetalas dyskusje...widac temat bardzo czuly...ja sie zgadzam 100 procentowo z Toba, ale oczywiscie nie wszystko w praktyce wykonuje. Kompromis... to jest bardzo czesto rozwiazanie wielu sytuacji. Ale mlodzi powinni zdecydowanie mieszkac osobno. Ja nie wtracam sie do niczego...moje corki pewnie sa mi wdzieczne za taka moja polityke...a moi zieciowie jeszcze mnie toleruja, a moze i lubia. Ale musze sie przyznac, ze kiedy zjawily sie wnuczki, ktore kocham nad zycie ta moja neutralnosc czesto bywala bardzo zagrozona...mieszkamy jednak na trzech kontynentach wiec jednak nie blisko. Ilonko, powtarzam,ze jestes niesamowita kobieta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, że Jesteś przeciwieństwem klasycznej teściowej to już od roku wiem śledząc Twój blog, w takim układzie jak Twój też bym się widziała...dzieci mają swoje życie a Ty wiesz że żyjesz, spełniasz się niekoniecznie bawiąc wnuki i siedząc przy garach, lecz zwiedzasz świat:) a co we mnie niesamowitego to nie wiem, kobieta jakich wiele. ale dzięki:)

      Usuń
  19. temat rzeka,ale ja odwrotnie? jeśli nie mamy kasy to z kim dzieci mają mieszkać, nam było łatwiej i z pracą i z mieszkaniami, i pożyczki dla młodych małżeństw,zatem póki nie staną na swoim ,trzeba się pomęczyć.Teściowa, jak zwał tak zwał, czy piekne słowo? u nas w domu 5 osób nie mówiło teściowo tylko mamo,i jeździło do rodziców x czy y.
    Wnuka-mam 1 i uwielbiam go,był 9-m-cy od urodzenia, wynajmują mieszkanie w innym mieście,czekają na komunalne(już nie długo),urlop- na 2 tygodnie biorę go do siebie,a jeśli kiedyś które będzie miało kolejne lub pierwsze a będę na emeryturze to zamiast do żłobka chętnie się zajmę, aż przyjdą z pracy.A jak będę pracować to też pomogę.
    Wesela - tradycja ,nakaz, przekaz mamy ,nie wiem co to jest (śp.mama mówiła tak-miałam Was 5 i dałam rady to wy przy 2 czy 3 dzieciach też dacie rady,może być i skromne wesele, o to chodzi by się spotkać pobawić),i powiem Ci kochana że gromadzę pieniążki na kolejne ostatnie wesele,
    Czas pokaże swoje,każdy ma swoje wizję a życie samo pokaże co nam pisane.I wtedy niektóre rzeczy trzeba zaakceptować. nie było nam w domu łatwo .A robić wesele, wypieki,wystrój, namęczyłam się ale jest to klimat niepowtarzalny,wymęczona ale zadowolona.Idę stąd bo u mnie remont a ja podczytuję Ilonę,idę sprzątać,malutki pokój a tyle bałaganu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urszulo pięknie to napisałaś,bardzo się cieszę że są i pozytywne strony bycia teściową, bo gdyby wszyscy obrali jeden punkt widzenia co by to się porobiło, rodzina to jest wielka wartość jednak to wiele zależy od ludzi na nią się składających, u Ciebie widać że można, być teściową i to z tej najlepszej strony.
      Ja też obiad gotuję,w nieskończoność bo tu zaglądam, z okazji remontu Twojego podajmy sobie ręce, u mnie też ta impreza, i rada jestem że podczytujesz i w ciężkich przypadkach zabierasz głos:)

      Usuń
  20. Witaj Ilonko.
    Widzę, że tu kółko wzajemnej adoracji się zawiązało, ale żeby obraz teściowej był pełniejszy, to i ja wtrącę swoje trzy grosze.

    Jestem potrójną teściową, a to coś, ha, ha. Tu powinny się wypowiedzieć moje synowe, ale ja ze swojej strony mogę zapewnić, że mamy sympatyczne relacje. Nasz dom (a był to dom teściów) to dom wielopokoleniowy, gwarny, pełen dzieci, które się tu rodziły, tu też odchodzili babcia, teściowa, teść. Byli cudownymi ludźmi, teściowa była mi jak przyjaciółka i matka.

    Nasze dwie z trzech synowych zamieszkały z nami przed ślubem (o zgrozo !). Tu urodziły się wnuki, tu wychowywały. Obecnie mieszka najmłodsza, z najmłodszym synem i póki co najmłodszym wnukiem. Nie "zabijamy się", żeby synom i ich rodzinom pomagać, są dorośli i samodzielni, ale wspieramy, kiedy są w potrzebie. Troszczymy się o siebie wzajemnie, bo i oni często wyciągają do nas pomocną dłoń.

    Teraz jest czas naszej samorealizacji, czas na odkładane pasje i inne przyjemności i jest to dla nich oczywiste.

    Lubimy rodzinne obiadki, święta, wypady, spotkania. Dziewczyny coraz więcej pomagają w takich przedsięwzięciach i powoli przejmują pałeczkę.

    Śluby w kościele, wzruszające dla mnie bardzo. Chyba nikt tego nie odebrał jako szopki.
    Biała suknia, odpowiednia oprawa muzyczna i kwiaty ... I Oni wpatrzeni w siebie przed ołtarzem. I przysięga przed Bogiem ... Niezapomniane chwile. I dla Nich, i dla mnie.

    Wesela też były i wspomnienia miłe pozostały, często do nich wracamy przy rodzinnych "zlotach". Były to weseliska z przewagą młodzieży, szaleństwa na parkiecie trwały do rana. A i my jeszcze wtedy nieźle walcowaliśmy. Wspaniały czas radości dzieciaków (te "padały" koło północy), cioteczek, które z łezką w oku wspominały swoje lata młodości i ogólnie weselników. Wszystkie trzy wesela były biesiadne, bez nadęcia i zbędnego blichtru.
    Tyle, że nie braliśmy kredytu na żadne z nich i nie odbyły się one kosztem naszych wielkich wyrzeczeń. Sami chętnie się pobawiliśmy. A teraz poczekamy jak wnuki będą się żenić, ale czy będziemy na siłach się bawić? Może chociaż sobie popatrzymy na szczęście młodych i ich radość życia. Chyba, że nas nie zaproszą.

    Jestem za celebrowaniem uroczystości, tradycją świąt, niedzielnych obiadków i codziennej życzliwości.

    Czy mówią o mnie mama, czy teściowa, to cały czas jestem ta sama ja. To tylko nazewnictwo, nie zmienia mnie w innego człowieka.

    Najważniejsza jest TOLERANCJA, KOMPROMIS. Każdy z nas potrzebuje również przestrzeni wokół siebie, nie pchajmy się tam, jak nie proszą.

    Wszystkiego dobrego

    PS. Zanim zamieściłam swój komentarz, nie było jeszcze wypowiedzi Archanioły i Ludzie, Marysi, Grażyny, Urszuli, a komentarze powyżej były bardzo proilonowskie, dlatego na wstępie napisałam o kółku wzajemnej adoracji.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolando jakże się cieszę że zabrałaś głos, jeszcze jako potrójna teściowa, kółko nie kółko się zebrało ale to dobrze poznać różne punkty widzenia, jak czytam to jesteś z tych teściowych co ze świecą szukać, wręcz unikat, ale z drugiej strony wcale się nie dziwię, masz swoją wielką pasję, którą podziwiam u Ciebie na blogu, swoje siedlisko które przywracasz to życia, więc jesteś teściową o artystycznej duszy, nie taką co nic nie ma do roboty zrzędzi od rana do wieczora i zatruwa młodym życie przelewając na nich swoje gorycze.
      Ja napisałam mój punkt widzenia, oczywiście na dzień dzisiejszy bo nigdy nie mów nigdy,ale nie liczę że mi się to odmieni za bardzo, jednak jestem rada że wywołałam taki odzew,i jeszcze bardziej że to Ty czy inne teściowe obecne czy przyszłe zabrały głos, a bądź co bądź, kobiety to potrafią zatracić się w pogaduchach, czy facetów by obchodziły takie tematy, o teściach ....

      Usuń
    2. Do Jolandy, jak czytałam Twój wpis to mi się buzia uśmiechnęła, to jest przeżycie j ja też za świętami,obiadkami niedzielnymi a tym co mieszkają w innym mieście to po prostu zamróże ich przydział typu gołabki,pierogi,bigos a jak przyjadą to jeszcze po słoiki idą z dźemami,sokami i sałatkami, o ogórkach nie wspomnę.

      Usuń
  21. Sama nigdy nie mieszkalam z rodziacami, ani wlasnymi ani meza, wiec niby z jakiej racji mialabym skazywac na moje towarzystwo innych:))) Tym bardziej, ze to pokoleniowe towarzystwo rzadko kiedy jest mile:P
    Tesciowa tez nie jestem, bo mazlonkowie i malznonki naszych dzieci mowia do mnie po imieniu, nie wyobrazam sobie inaczej. Widzimy sie kilka razy w roku, swiatecznie i to wystarczy. Jak ktoras strona ma potrzebe kontatku czy pogadania to dzwoni i sie umawia.
    Za to lubie byc babcia:))) bo tez jestem nia kilka dni w roku:))) I przede wszystkim lubie jak wnuczka, ktora nawet nie ma pojecia co to slowo znaczy mowi do mnie "bapcia":)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie wyobrażałabym sobie Ciebie jako klasyczną teściową, masz większy temperament życiowy niż niejedna dzierlatka, bardzo mi bliskie to co piszesz, będę mieć dobry przykład.

      Usuń
  22. A ja już prawie jak teściowa :) , ale poglądy mam podobne, powinni mieszkać osobno, bo się nie nauczą niczego. Ja też chciałam wiejski kościółek i bukiet stokrotek :) i prawie mi się udało. Niestety teraz jest moda na 100 osób i huczne przyjęcie z atrakcjami, a rozwodów coraz więcej. Eh, nie warto gadać.
    Ja lubię ciche życie u siebie na za....u ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagódko nareszcie się odnalazłaś, przepadłaś jak Andzia w Czechach, ja bym też wolała życie na zadupiu, to może kiedyś, gdzie tam jeszcze Ci do teściowej, masz córy w wieku moich dzieci,ale cieszę się że udało Ci się Twoje wesele.

      Usuń
    2. Ja w grudniu babcią będę ... , a teściową nie jestem, bo młodzi są nowocześni :(

      Usuń
  23. Ja teściową raczej też nie będę bo uważam że matkę ma się tylko jedną i nie chciałbym zastępować matki przyszłym mężom moich córek. Jeśli chodzi o śluby to raczej też ich nie będę robić córkom bo one chcą o wszystkim decydować same, mają tak od urodzenia :) Mieszkałam jakiś czas z teściami i uważam ten okres jako jeden z gorszych w moim życiu, taki co to zostawia ślad na psychice i duszy na całe życie. Nie polecam nikomu !...ale babcią chciałabym być i tęsknię za tym bardzo :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ino a nich córy decydują same jak chcą, dobrze że samodzielne są,może dla tego nie chcesz ingerować bo sama miałaś koszmarne wspomnienia a pewnych spraw się nie zapomina.
      A babcią z pewnością będziesz świetną :)

      Usuń
    2. Mam taką nadzieję, na razie zostałam przybraną babcią przyjaciółki mojej córki :)

      Usuń
  24. A ja TEŚCIOWĄ jestem i to nie taka toksyczną z dowcipów. Jestem mama zstępczą dla dziewczyn bo one się wyprowadziły z rodzinnych domów. Czasami bywa cięzko, ale jak wracaja do domku z wnusiami to jest super. Właśnie moja młodsza szynowa przywiozła mi kolejną wnusię Paulinkę i jestem przeszczęśliwa. Za 6 tygodni kolejna wnusia u starszego syna. Kocham być TEŚCIOWĄ. :)To ja Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ulu no dawno Cię nie widziałam, czytam że Teściowanie i babciowanie Ci służy tak trzymaj:)

      Usuń
  25. No służy mi ja już sobie na zawsze zostane taką babcią, nie szukam większych wrażeń typu praca i cuś tam jeszcze. Siedzę w domku pilnuję wnuków i jest mi dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulu ja jesteś szczęśliwa i się spełniasz to chwilo trwaj:) taka babcia to SKARB.

      Usuń
  26. czytam o weselach i powiem tak zrobiłam 1 wielkie dla wszystkich, 10 lat temu a wszyscy wspominają jak sie super bawili. Młodszy nie chciał zrobili kameralnie rodzice chrześni i świadkowie w domku też było przyjemnie. Od czasu do czsu lubię sobie potańcować na weselisku. Ula

    OdpowiedzUsuń
  27. Ilonko może i nie chcesz być teściową,ale taka kolej rzeczy,ze młodzi związki tworzą,a Ty mimochodem zostajesz teściową.Przecież nie musisz być złą drugą mamą.
    Śmiem twierdzić że staniesz na wysokości zadania,bo po prostu jesteś sobą,masz własne zdanie,jesteś asertywna,patrzysz dobrym okiem na drugiego człowieka.
    Na pewno nie pozwolisz by działa się krzywda Twoim dzieciom,a gdy już na świat przyjdą wnuki,znajdziesz czas by być dla nich babcią.
    Nie wiem jaka będę teściową w przyszłości(mam nadzieję że odległej,ale jeśli będę w stanie pomóc moim dzieciom to to zrobię,bo chociaż często zarzekam się,że czegoś nie zrobię ,bo za jakie grzechy i dlaczego,potem ulegam i żałuję ,że nie chciało mi się chcieć.
    Zawsze powracam do komentarzy,bo intryguje mnie odpowiedź,nawet jak tylko pojawi się :)
    Realizuj swoje marzenia Ilonko i zawsze bądź sobą (h)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu po części racja, ale to co napisała Stardust , i Grażynka jest mi bliskie, teraz często łapię się że nie wyrabiam nerwowo przy moich dzieciach, i są dni że wręcz marzę aby już były dorosłe na swoim, więc rola asystentki ich dorosłego życia absolutnie mnie nie kręci, ten czas kiedy dzieci będą dorosłe będzie nowym etapem mojego życia, i czasem realizacji swoich marzeń na które już dziś pracuje.
      Kocham swoje dzieci,i to nigdy nie ulegnie zmianie, a że nie odpowiada mi tradycyjna rola teściowej, czy matuli wycierającej nosek 40 -letniemu synusiowi...

      Usuń
  28. co do teściowych to cóż, ja z moją przyszłą wole się w ogóle nie widywać! Ona nie lubi mnie, a ja jej! zresztą to temat rzeka jest! brrrr
    co do komentarzy na blogu: u mnie odpowiadam tylko na pytania zadane, albo gdy chcę coś jeszcze dodatkowego napisać. Nie odpisuję każdemu i wcale to nie oznacza, że go ignoruję. A do blogów, które odwiedzam to, to czy napiszę komentarz czy nie to nie ma znaczenia, bo i tak do danego posta zaglądam parokrotnie, jakoś tak mam i komentarze wszystkie czytam więc i na odpowiedzi moje również:) a Ciebie czytam regularnie tylko czasem brak mi weny do pisania;/ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń