poniedziałek, 2 września 2013

OKIEM TURYSTY CZYLI SPOTKANIE Z ORATOREM

 Ileż to razy, ulegamy sugestii lub kierujemy się reklamą, która już jakiś czas temu  zakodowała się w naszej głowie i czekała na właściwy bodziec.
Nie tak dawno, wyczytałam w poczytnym tygodniku o najlepszej  lodziarni w Nowym Sączu , oczywiście musiałam na własnym podniebieniu wypróbować te ponoć rewelacyjne lody, i przy okazji pobytu w tych okolicach, nadrabiając z 50 kilometrów sprawdziłam to na miejscu.

Werdykt więc brzmi , lody truskawkowe rewelacja , waniliowe smaczne , czekoladowe niestety od trzydziestu lat szukam takich najlepszych jakich jadłam w Kołobrzegu , jednak niestety na równie smaczne czekoladowe do dziś nie trafiłam .
Oglądając bardzo popularny program kulinarny nie raz, celowo chciałam  trafić do tych miejsc, gdzie dokonywały się przemiany, więc po raz trzeci byliśmy w restauracji u Zosi w Szczawnicy , pierwszy raz rok temu , potem w Walentynki , no i teraz w ubiegły piątek , dwa pierwsze razy pizza była idealna, dla dwóch osób, a ostatnia ...no cóż lepszą mamy pod nosem , jednym słowem po rewolucjach zeszli na psy, byłam tam po raz ostatni.

Jako że na co dzień po restauracjach, pizzeriach i innych podobnych przybytkach nie chodzę, wyjazdy są jedyną okazją nie raz , aby zjeść coś  specjalnego, nie wiem czy ja mam takiego pecha, ale  co trafimy na jakiś smaczny obiad, gdzie dobrze karmią , jest fajna atmosfera lokalu , to niestety towarzystwo  obok, bywa uciążliwe.

Pamiętam jak mieliśmy zamówiony stolik w Obrochtówce , z okazji 20 rocznicy ślubu , kolacja spełniła nasze oczekiwania co do menu, jednak za naszymi plecami miał stolik artysta starszy jegomość , do tego towarzyszyły mu  też  dwie panie w zbliżonym do jego wieku , wszystko było by dobrze, gdyby nie to że, ponad godzinę musieliśmy my i cała sala innych ludzi  wysłuchiwać , kogo to on nie zna, jakie drogie obrazy sprzedaje, gdzie był , ile to domów ma, co jakiś czas inni goście restauracji, próbowali dać mu do zrozumienie że nie jest tu sam , ale gdzie tam udawał , że nie słyszy, kelnerki  nawet nie próbowały interweniować , może tych znajomości się wystraszyły? nawet dziś nie pamiętam co myśmy tam jedli , ale tego upierdliwego gościa i owszem pamiętam doskonale.

Teraz, w piątek będąc w lodziarni, obok nas  przysiadła młoda sympatyczna para studentów , do czasu aż po zjedzeniu swojej porcji lodów, przyszło nam wysłuchiwać , gdzie studiują , jacy to wredni koledzy i koleżanki u nich na praktykach są , z rozmowy szło się domyślić, że to studenci medycyny , jeszcze czekałam kiedy będzie o prosektorium , ale na szczęście nie było.
Moje znaczące spojrzenia nic nie dały, kopanie  mężowskich łydek pod stołem też nic nie zmieniło, zmienić stolika się nie dało, gdyż wkrótce  wszystkie się zapełniły, więc na mnie padło aby zwrócić im uwagę, aby trochę ciszej dyskutowali, dwie minuty, na tyle czasu ściszyli głos , potem znów to samo.

Nie wiem czy to ja mam takie szczęście,że często trafiają mi się podobne sytuacje, czym wydawałoby się wyższy poziom intelektualny tym większa powinna być kultura, ogłada , widać trafiam na ludzi szukających poklasku i posłuchu wśród przypadkowych  osób.

Szkoda że takie talenty się marnują, powinni pikiety urządzać,w słusznym celu.

Ciastka i kawa z lodziarni w Nowym Sączu szczerze polecam ....


 Tej restauracji nie polecam :(

37 komentarzy:

  1. Niestety, tak bywa w miejscach publicznych - nie do końca mamy wpływ na towarzystwo.
    Pozdrawiam wrześniowo, ale baaardzo cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda i trzeba znosić różne towarzystwo.

      Usuń
  2. Często w miejscach publicznych jesteśmy skazani wysłuchiwać ludzi choć tego nie pragniemy. Pozdrawiam Zosia

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze ,że jestem po obiedzie, bo narobiłaś mi apetytu mimo wszystko :-)))
    A ludzie jak to ludzie, może jakichś czarów trzeba użyć ??!

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie ciastko, to ja bym teraz zjadł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Smaku mi narobiłaś.... Idę coś zjeść!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ilonus, tak sobie gawedzisz o jedzeniu i zjawiskach mu towarzyszacych i chyba wlasnie dlatego "zjadlas" sobie literke w tytule :)
    Jesli chodzi o uciazliwe towarzystwo w czasie jedzenia, nie pozostaje nic innego, jak podniesc zadek od stolu i wyjsc. Tacy odbieraja apetyt.

    Jeszcze jedno: zapraszam do siebie, jest nowy post, ktory nigdzie sie nie zaktualizowal i malo kto o nim wie.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze blade, kot Kleofas się tą literką pobawił i nie mogłam jej znaleźć :)

      Usuń
  7. Najlepiej zwrócić uwagę lub zmienić stolik ale nie wiem co lepsze.To ciasto wygląda apetycznie.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ani w pierwszym przypadku ani w drugim stolika nie dało się zamienić.
      Ciasto było smaczne znaczy sernik , ale mój jest lepszy oczywiście nie chwaląc się :)

      Usuń
  8. Tytuł dałaś intrygujący, bo zastanawiałam się, gdzie Wy tego oratora spotkaliście i co Wam prawił, że posta o nim napisałaś ;)
    Pełno wokół nas hałasu, niestety. Ciszy wielu się boi i pewnie przez to są tacy głośni. Albo niedosłyszą, bo większość życia słuchawki w uszach mają.

    Pyszności jedliście :) kawa też fajnie wygląda, mam nadzieję, że była dobra (c)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo miał być ostrzej ale spuściłam z tonu.

      Usuń
  9. Są ludzie, którzy za wszelką cenę muszą zaistnieć...Kiedyś na weselu, wysłuchałam wykładu na temat pieców centralnego ogrzewania..mimo, że pan siedział przy sąsiednim stole, nawet jak nie miał do kogo gadać, to i tak klepał sam do siebie...wytańczyłam się wtedy:-)
    Sernik apetyczny, może kiedyś uda mi się trafić do tej lodziarni :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiele pysznych smaków zapamiętało się a po latach szuka się właśnie tamtego smaku, gdzieś wywietrzał. Dobrej kawy w kawiarni latami trudno było znaleźć , później już była lepsza, nawet dobra ale teraz znowu brak, mam wrażenie. Jeżeli chodzi o jedzenie takich fatalnych pierogów ruskich jak w Ustroniu Morskim jadłam ( nie jadłam właściwie bo się nie dało) kilka lat temu.. , od tej pory gdziekolwiek jestem , pierogów nie biorę.Niestety zdani jesteśmy na przypadkowe towarzystwo, często upierdliwe:)
    Sernik wygląda apetycznie chociaż domowe ciasta jednak są najlepsze.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izo, wiele takich smaków zapachów w pamięci się przechowuje zwłaszcza tych z dzieciństwa i całe dorosłe życie się ich potem szuka.

      Usuń
  11. My z męzem też po kafejkach i restauracjach nie chodzimy. A jak już od wielkiego dzwonu, gdzieś nas zawieje, to przewaznie stwierdzamy, iz nie ma to jak domowe żarełko i święty spokój.
    Ale na wczasach gdzieś trzeba sie przeciez stołować i korzystać z kulinarnych rozrywek, szczególnie gdy niepogoda a kawiarnie bywają jedynym miejscem schronienia. Wtedy człowiek sie cieszy wolnym miejscem i rozgląda się z ciekawoscia po nowym otoczeniu. I tak go czarują wystrojem. Tak mamia nazwami, kolorami i zapachami. A potem dziwi się człek naiwny, jak mogą za głupie ciastko i kawę skasować 20 złociszów! A jeszcze potem jakos dziwnie ciezko na żoładku sie robi, bo słodkie toto i tłuste...
    No, ponarzekałam a na koniec z drugiej strony. Jednak jakies rozrywki sie człowiekowi przeciez należą oraz odpoczynek od wiecznego kuchmarzenia. Nieprawdaż Ilonko?!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zwłaszcza ja nie jestem z tych to targa ze sobą garnki z domu, choć inni nawet na wyjazdach lubią pichcić :)

      Usuń
  12. Ja tez lubie sie powloczyc po takich smakolykami slawnych miejscach...to jest taki atrakcyjny dodatek turystyczny...i mam takie miejsca gdzie wracam, bo bardzo mi przypadly do gustu i czesto zawoze tam moich przyjaciol...a towarzystwo , ktore czasem sie zdarza, no coz sa to miejsca publiczne..sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko to widać mamy podobnie, a na towarzystwo obok wpływu nie mamy :)

      Usuń
  13. Fajnie, że szczerze piszesz opinię na temat dań, restauracji i miejsc, to przydatne dla Nas! :)
    Sama pracowałam w lodziarni i kawiarni w sezonie, więc zauważyłam, że większość ludzi czuje się jakby byli sami i koniecznie muszą to okazywać na każdym kroku... ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ico każdy ma swoje smaki i gusta, ale na blogu mogę swobodnie wyrazić moje odczucia , i też mi żal, że coś nie jest już takie jak kiedyś, mam tu na myśli restauracje u Zosi .
      Ja bym nie mogła w lodziarni pracować, wszystkie lody bym zjadła i gardło by mnie non stop bolało :)

      Usuń
    2. I bardzo dobrze.
      może dzięki Tobie ktoś nie zamówi całego zestawu, tylko weźmie coś na spróbowanie. :))
      Uwierz, że pracując w lodziarni, lody to ostatnia rzecz, na jaką ma się ochotę. :d

      Usuń
  14. Do miejsc, o których piszesz mam baaaardzo daleko, ale może kiedyś... Jakoś nigdy nie trafiam na takich ludzi w miejscach publicznych, zazwyczaj trafiam na takich ludzi, z którymi jak się okazuje mam wspólny język i nagle siedzimy przy jednym stole i razem śpiewamy, opowiadamy anegdotki i dobrze się bawimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Natalio to ja mam pecha, może się to kiedyś zmieni:)

      Usuń
  15. Nowego Sącza nie znam, nigdy tam nie byłam ale chyba warto odwiedzić dla tych słodkości :) Nie chodzę zbyt często do restauracji, jeśli już a jest taka możliwość to wybieramy stolik z dala od zgiełku przypadkowych rozmów. Wiem, że trudno o taki w godzinach kiedy jest największy przypływ gości :) Pozdrawiam serdecznie Ina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię mieć stolik na uboczu, ale ale uniknąć towarzystwa innych ludzi się nie da :)

      Usuń
  16. Nasze przygody gastronomiczne można opisać tak: nie bywamy w restauracjach, jadąc gdzieś dalej wybieramy miejsca gdzie stoi sporo Tirów. Potwierdza się opinia że kierowcy tirów wiedzą gdzie dają smacznie i niedrgo zjeść. 2 lata temu skusiałam się na wyjazd z super żarełkiem z Grupona. O ile jedzonko było OK to już cała reszta do bani. Pajęczyny, muchy wszechobecny kurz, a miejsce udawało stylowe. Pomimo opłaconego pobytu uciekliśmy następnego dnia po tym jak zobaczyłam , ze kelner miske od psa zbiera z nakryciami od nas i nie byłam pewna czy następnego dnia nie dostane w niej swojego jedzonka. Tak się skończyła moja przygoda restauracyjna :) Pozdrawiam Ula

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale mam ogony do nadrobienia, za co z góry przepraszam.
    A co do reszty, może to i mało pocieszające, ale - albo chodzimy po takich samych miejscach ( co niestety nie jest prawdą ), albo opisane sytuacje powtarzają się notorycznie we wszystkich tego typu, atrakcyjnych miejscach, gdzie to stali bywalcy, czują się jak u siebie w domu i próbują siłą decybeli swojego głosu, pokazać, kto tu jest Panem. Ja mam na to jeden sposób, który opanowałam do perfekcji, wyłączam się,ignoruję całkowicie, zero zainteresowania i po prostu ich nie słucham. Bo gdy koleś widzi, że wywiera na gościa jakiś wpływ, głównie nerwy, to nadaje jeszcze głośniej, a jak się go " oleje " to szuka innych widzów :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz rację tam są wspanałe lody.I duże kolejki...

    OdpowiedzUsuń
  19. ale mi tu serniki podstawiasz ;p
    i niestety ja uważam ,że czasem czym wyższe wykształcenie tym niższa kultura ...
    pozdarwiam

    OdpowiedzUsuń
  20. lody...Nowy Sącz to pewnie Argasińscy? kiedyś były to moje ulubione lody, a teraz? uwaga! Lenkiewicz w Toruniu polecam bardzo, bardzo, bardzo:) i czekoladowe pierwsza klasa:)

    OdpowiedzUsuń