czwartek, 20 września 2012

ODLICZAMY!!! :)




Od wczoraj  w inkubatorze słychać popiskiwania a to znak że wszystko przebiega pomyślnie i maluchy lada moment  zawitają na świecie :)
Z Samim  wszystko było pierwsze nie wiedzieliśmy o wielu istotnych rzeczach ale dzięki tym trzem tygodniom z Samim  nabraliśmy trochę doświadczenia  bardzo pomocny był link od dobrej wróżki Asi  gdzie na tematy żywieniowe pisklaków znaleźliśmy wiele cennych rad  i porad o których wcześniej nie wiedzieliśmy .
Liczby na jajkach które są widoczne to daty kiedy Maja je zniosła i   trafiały do inkubatora .
Jutro ważny dzień dla Samiego i dla nas  o ile mogę żałować że posłuchaliśmy weterynarza za pierwszym razem że wystarczy opatrunek i to założony bez prześwietlenia , uważałam że zna się na tym gdyż w tej przychodni jest co najmniej trzech weterynarzy i ten co diagnozował Samiego specjalizuje się w ptactwie  to był dla mnie wystarczający powód aby mu zaufać .

Sama jako matka doświadczyłam walki o swojego nowo narodzonego synka  który urodził się z poważną wadą serca i była konieczna operacja która zanim się odbyła musiało minąć 9 miesięcy życia mojego dziecka z których  część spędzaliśmy w klinice w Zabrzu  i  dwukrotnie podchodziliśmy do operacji która w ostatniej chwili była odwoływana , spotykaliśmy się z wieloma lekarzami dla których liczy się dobro pacjenta jak i  była jedna pani doktór .......lepiej przemilczę. To wydarzenie z przed 12 lat bo tyle ma mój synek  sprawiło że wiem jak kruche jest życie że  trzeba walczyć  o życie i zdrowie naszych dzieci bo one same nie potrafią jak i  o życie naszych zwierząt gdyż  odpowiadamy za nie i nieraz nazywamy  je członkami rodziny i przyjaciółmi  a ich się nie zostawia w potrzebie my już zaczęliśmy walkę i wiem że tyle dobrych dusz kibicuje 
Samiemu że musi się udać ; DZIĘKUJĘ WAM   WSZYSTKIM :))))


16 komentarzy:

  1. Ilonko:*
    Będę jutro trzymała kciuki za Sammiego i za nowe życie, które już do was puka z jajeczek:)
    Ach, jakie to ekscytujące!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj :)
    Przecudnej urody masz te ptaszyny :)
    Samiemu dużo zdrówka życzę :)
    Drób nie drób - to życie, które trzeba ratować.
    Rozumiem wszelkie pasje - one nadają smak życiu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie trzeba ratować a pasja jak widać szczególna:)

      Usuń
  3. Czy ja dobrze czytam...? pisklęta popiskują z wnętrza jaj, zanim się wyklują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze przeczytałaś już popiskują słyszeć popiskujące jajo super sprawa:))

      Usuń
  4. Ilonko!
    Ja również jestem z Wami. Bardzo mocno będę trzymała kciuki za Sammiego.
    Nie możesz sobie wyrzucać, że poszłaś do tego weterynarza. Musiałaś przecież komuś zaufać. Nie jesteś specjalistom w tej dziedzinie, bo gdybyś była, to nie poszłabyś do takiego"specjalisty".
    Ciesz się chwilą, że zobaczysz nowe stworzenia, które też będą potrzebowały Twojej opieki. One to będą wiedzieć, że wszystko zrobisz dla ich bezpieczeństwa.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję odpukać będzie i z Samim i z maluchami wszystko dobrze .:)

      Usuń
  5. Ja też kibicuję Samiemu z całego mego serducha !!! A piszczące jajeczka ... to musi byc' coś EKSCYTUJĄCEGO !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sami już ma całą drużynę kibiców:))

      Usuń
  6. Powodzenia:)
    Zakochałam się w tej kurce z pierwszego zdjęcia, zagłębiając się w Twojego bloga to chyba SILKA, mam nadzieję,że nie pomyliłam :), w każdym razie jest cudna, chciałabym taką mieć, ale w kamienicy raczej nie da rady:).......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to Silka i też myślę że są jedne z ciekawszych kurek :)

      Usuń
  7. Ugotowałaś mnie tymi popiskiwaniami, inkubatorem, jajami i .....
    To cudowne, podglądać , jak rodzi się nowe życie!
    A Samiemu się uda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak Sami piszczał w jajku to nie wierzyłam że to możliwe :)

      Usuń
  8. Bardzo dobrze, że go ratujecie! Trzymam mocno kciuki!

    Weterynarze konowały to sprawa nagminna. Do naszego Szczęściarza przyjechał wet, który nie zauważył poważnej choroby psa, przez co Szczęściarz ledwo przeżył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Szczęściarz miał jednak szczęście już imię mu to powinno zagwarantować:)
      Dzięki za trzymanie kciuków:) przydają się :)

      Usuń