poniedziałek, 3 grudnia 2012

KALOSZE RZĄDZĄ !!!

Witajcie  w moich progach :))

Łapiąc chwile czasu  ,który i tak mi szybko ucieka, nawet niedziela przeleciała jak z bicza trzasł a ja ani nie zdążyłam odpocząć , trochę czarowałam w garach , i szykowałam wszystko w wypożyczalni na jasełka , a więc stroje aniołów, królów, pastuszków, Józefów i innych .......
Dziś też od rana latam  nawet  pieczenie pierniczków z dziećmi przekładam z dnia na dzień  , jeszcze  zostało trochę prac  końcowych przy wolierach , potem przeprowadzka ptaków , oczywiście bez parapetówy :))
Na nocnej szafce czekają już trzy książki na przeczytanie a ja nie mam kiedy ale z drugiej strony rajcuje mnie ta jazda bez trzymanki wszędzie w biegu , na stare lata będę odpoczywać .
Cóż żyję tak jak chciałam , mieszkając w mieście stwarzam sobie namiastkę  wsi  z moimi ptakami , oraz kurami  a zwłaszcza 9 kogutami  , które pieją na potęgę .
Niestety aby wejść przy tej pogodzie do woliery , muszę założyć stosowne obuwie czyli moje kalosze granatowe w czerwoną kratkę pewno  pomyślicie wielkie mi co ma czym się chwalić , lecz te kalosze odegrały główną rolę nie we filmie , w życiu , ale wszystko po kolei ....

Miałam parę sytuacji w życiu pod tytułem jak być niewidzialną , pamiętacie jak niedawno pisałam że byłam u moich pociech na wywiadówkach i napisałam że jedna była z przygodami ? to właśnie tą dziś opiszę .
Choć nie lubię wywiadówek i nieraz migam się od nich , to na tą już musiałam pójść choć synuś się w miarę dobrze uczy to trzeba było , więc   jak to na wyjście włosy trzeba było lepiej ułożyć , choć na co dzień makijażu nie noszę , to na takie wyjście owszem , z szafy wyciągnęłam mój płaszczyk brązowy , do tego pasującą apaszkę , but na obcasie choć niska nie jestem to lubię być jeszcze wyższa  , kluczyki do mojego Clinta i już gotowa byłam na wyjście w paszczę lwa , wychodząc przed dom , spojrzałam na moje ptaki , i  przypomniało mi się że w domku w ogrodzie mam pomidory z mojej szklarni więc dam Julkowi który je bardzo lubi ...
Szybko zamieniłam  buty  na kalosze  , gdyż musiałam wejść do woliery , ptaki zabrały się za pomidory a ja do samochodu i na wywiadówkę , pod szkołą synka jeszcze zerknęłam w lusterko czy makijaż mi się nie rozjechał , po stwierdzeniu że ok. otwieram drzwi , aby wysiąść z auta i wtedy je dostrzegam ....... kalosze ....aż mnie zatkało , co robić wrócić się ? odpada , nie pójść wcale też odpada , muszę iść , no i poszłam , policzki płonęły rumieńcem wstydu , najchętniej zapadłabym się pod ziemię , dotrwałam jak na szpilkach do końca wywiadówki siedząc grzecznie w ostatniej ławce , starałam się unikać wzroku pewnych pań z pod znaku żmijii , to osobny temacik  .

Pomna nauczki :) do ptaków chadzam w mężusia butach o cztery numery większe , więc prędzej je zgubię niż gdzieś pojadę .

Ciekawa  jestem  czy Wy moi drodzy  mieliście podobne przygody ? zapraszam do dyskusji .......
Dzięki że mnie odwiedzacie  mam nadzieję że jest pewna nić sympatii między nami :)))
Pozdrawiam Ilona


39 komentarzy:

  1. W Anglii jest troszeczkę inaczej, do sklepu się idzie w ciuchach "od koni", a przy wyjmowaniu portfela z kieszeni nieraz słoma wypada...albo trociny! Buty obowiązkowo brudne w takim przypadku ;-)
    Przygód niestety nie opisze, albowiem nic mi nie przychodzi do głowy, więc zapewne takowych nie miałam... bo wracanie tramwajem przez pół Warszawy w ciuchach stajennych było raczej celowe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak celowe to zmienia postać rzeczy , no a w Anglii jest z pewnością inaczej :)

      Usuń
    2. Przynajmniej nikt spojrzeniami nie zabija na taki widok ;-)

      Usuń
  2. Ilonko ja na Twoim miejscu wcale bym się nie przejmowała na tej wywiadówce. Myślę też że nikt specjalnie pod ławką kaloszy nie zauważył.
    Co do przygód to ja ciągle miewam różne śmieszne sytuacje. Z butami a może nie całkiem butami pamiętam jedną. Odbierałam mojego jeszcze wtedy małego synka z przedszkola. Obyczaj panował tam taki że przy wejściu do przedszkola trzeba było na swoje buty zakładać takie worki jak się nosi w szpitalu. Tak też uczyniłam. Kiedy wracałam z małym do domu raz po raz ludzie patrząc na mnie parskali śmiechem. Nie wiedziałam o co chodzi i przeparadowałam pół miasta w tych workach. Dopiero kiedy wchodziłam po schodach do domu zauważyłam że zapomniałam ich zdjąć.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdaleno ale ja się wcale nie przejmuję fakt że byłam zła na siebie że jestem taka roztrzepana , ale już po czasie cieszę się że nie stchórzyłam , aj pewne babska potrafią być okropne :)ale Twoja historia świetna :)))))

      Usuń
  3. Tutaj nikt nie zwraca uwagi na to, jak inni sie ubieraja. Ja tez przestalam sie dziwic widzac jakas skrajna ekstrawagancje. Mnie jest generalnie wszystko jedno, co ktos o mnie mysli, to jego zmartwienie. Ubieram sie jak chce i jak mnie jest wygodnie, a nie zeby zadowalac innych.
    Radze Ci, postepuj tak samo i nos glowe wysoko, nawet w kaloszach.
    Sciskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się zbytnio nie przejmuję w co się ubieram , ale tam gdzie mój syn chodzi to szkoły jestem obca i stąd bardziej pod lupę brana :)

      Usuń
    2. A jednak sie przejmujesz! Powinnas pojsc na te wywiadowke w zlotych legginsach, kaloszach i kapeluszu z piorkiem. Niech sie babusy dziwia i zazdroszcza.

      Usuń
  4. eee kaloszki to szyk mody. a ja poszlam z siostra na zakupy i dopiero jak przyszlo mierzyc jeansy okazalo sie ze siostra jest w spodniach od pizamy- nikt nawet okiem nie mrugnal tylko ja malo gaci nie obsikalam hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To macie z siostrą piękną komiczną historyjkę a i my mogliśmy poczytać :)
      dzięki :)

      Usuń
  5. Niezła historia Ilonko :) Musiałaś wyglądać bombowo w tych kaloszach i w pełnym makijażu na twarzy :)
    Ja też jestem roztrzepana :)
    Panie z pod znaku żmijii niestety spotykam w szkole u syna. Jestem jedyną mamą w klasie, która ma tatuaże, kolczyk na twarzy i trampki. Wcale się tym nie przejmuję :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że nie Masz się czym przejmować , trzymaj się swojego stylu jeśli teraz nie poszaleć to kiedy :)

      Usuń
  6. Fajna przygoda, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kalosze sa modne przecie! wiec te panie z zazdroscia na Ciebie spogladaly. Nie ma czego sie wstydzic, przygoda mila ..pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modne , ale ja byłam na zimowo a dół na jesiennie w dodatku na tyle czysty na ile pozwoliły chusteczki higieniczne :)

      Usuń
  8. Teraz kaloszki są modne wśród miastowych, szczególnie na deszcz.
    Moja córa kiedyś na kolację świąteczną pojechała w kapciach, dodam, że padał śnieg i świetnie wyglądała w nich do zimowej kurtki:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale moje kalosze nie są z tych modnych , a córcia miała super przygodę :)

      Usuń
  9. No w kaloszach na salony nie wyszłam ale w kapciach domowych dostrzeżonych dopiero na przystanku, to mi się zdarzyło już wyjść z domu.Ja musiałam się cofnąć potem śmiała się rodzinka ze mnie przed wyjściem czy aby mam odpowiednie obuwie.Dzięki za nadanie tematu bo o tym incydencie jeszcze w starym miejscu zamieszkania zapomniałam na śmierć.Pozdrawiam i przesyłam cmokasy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak chodziłam do podstawówki to poszłam w kapciach do kościoła :) dobrze że na przystanku się zorientowałaś że coś nie pasuje :)))

      Usuń
  10. Cóż, pogoda taka, że i w kaloszkach można paradować:) Jako dorosłej nie przypominam sobie o jakiejś przygodzie, ale jako nastolatka wybrałam się do szkoły owszem w płaszczu, ale pod nim zapomniałam o spódnicy. Nie było rady, musiałam wrócić do domu:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna przygoda dobrze że miałaś płaszcz :))

      Usuń
  11. W ogóle mnie nie dziwi ta historia.....Ja jestem tak roztrzepana, że często zdarzają mi się różne wpadki:). Jedna z nich też z butami. To było kilka lat temu, gdy zaczynałam po przerwie jeździć samochodem. Ponieważ pokonuję dziennie minimum 40 kilometrów, starałam się przebierać wygodniejsze buty do auta. Te bardziej eleganckie rzucałam na podłogę za siedzenie kierowcy. Pewnego razu, już w pracy poczułam, że jakoś dziwnie mi się chodzi...To była różnica wysokości :). Okazało się, że jeden but miałam na koturnie, drugi na obcasie. Co prawda oba czarne, ale i tak dziwnie....Poleciałam jak szalona do auta przebrać. Prawdopodobnie rano, w trakcie zmieniania butów coś musiało odwrócić moją uwagę i wpadka gotowa:). Dziewczyny w pracy do dziś to wspominają:).
    A żmijkami nie ma się co przejmować! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewkiki szczęście w nieszczęściu , dobrze że miałaś w aucie buty do przebrania :)) ale i tak świetna historia :)

      Usuń
  12. Mnie się kiedyś zawinęła spódnica w rajstopy, na górze, i chodziłam tak świecąc majtkami, aż mi jakaś dobra dusza nie zwróciła uwagi. A dziwiłam się, co się na mnie tyle ludzi gapi:))) Wstyd mi było!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu przebiłaś wszystkich :)))) z Twoimi zgrabnymi nóżkami mogłaś sobie pozwolić na taki show:)))

      Usuń
    2. Nie lubię "palskatych" bucików, nie lubię też takich pantofli.
      Pewnego razu bardzo spieszyłam się na zakupy. Wsiadłam do auta i pojechałam. Chodziłam po sklepie widziałam zainteresowanie moją osobą.
      Uśmiechałam się do mijanych osób...W pewnym momencie podeszła do mnie starsza pani, bardzo współczując, że nie mogę sobie kupić bucików...
      Wtedy popatrzyłam na swoje stopy. Miałam dwa różne pantofle. Jedn czerwony drugi niebieski.
      Szybko wyparowałam ze sklepu...
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. ŁUCJO , no toś Miała przygodę :)))

      Usuń
  13. Takie coś może się tylko przytrafić ludziom o walorach artystyczych i wrażliwej duszy.















































    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś się rozjechała odpowiedz , ale dobrze napisałaś Wszystkie my ARTYSTKI:))

      Usuń
  14. :)) fajna historia, ale jakbyś dokładnie się przyjrzała kaloszom wystawionym w drogich sklepach, to te Twoje w niczym by im nie ustępowały :)))
    Jestem tego pewna.
    Mnie zdarzyło się pary razy zapomnieć fartucha do szkoły, co w latach 70-tych nie było mile widziane i zostało skomentowane przez nauczycielkę... no cóż ...
    Widocznie innych zmartwień nie miała he he.

    Mój kolega z pracy, jak jeszcze w szkole pracowałam - przyszedł do pokoju naucz. z papierem toaletowym wystającym ze spodni. Jak tego dokonał - nie mam pojęcia. Dobrze, że było to w czasie naszego okienka, bo na przerwie uczniowie mieliby niezły ubaw.
    Lidka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia z fartuchami oj znam to :) ale Twój kolega miał niezłą wpadkę :))

      Usuń
  15. Zrobiłabym to samo co Ty, poszłabym na wywiadówkę w kaloszach. Panie się patrzyły, a niech się patrzą. Przypomniała mi się też zabawna historia z mojego życia. Było to jeszcze z czasów szkoły średniej. Rano trochę zaspałam. Bardzo się spieszyłam i jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy zdejmując płaszcz w szkolnej szatni, okazało się, że nie mam spódnicy z mundurka szkolnego :))). Musiałam wracać do domu, a w szkole zaliczyłam spóźnienie na lekcje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Gigo za tę Twoją historię , chyba większość z nas zalicza mniejsze lub większe wpadki :))

      Usuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. też udało mi się kiedyś wyjść w pośpiechu z domu w kapciach ale ubraną w płaszcz - był już pażdziernik, a znajomy przyszedł do pracy w dwóch różnych adidasach
    a co do koguta - to nie przeszkadza ludziom gdy pieje? bo słyszałam że niektórym tak a jeszcze inni są tak wyrywni że karają nawet mandatami;
    gdy tutaj przeprowadziliśmy się z miasta to przyszła do nas sąsiadka i zapytała czy nam nie przeszkadza jak jej dorodny kogut pieje, bo cytuję
    " jutro dostanie w łeb " odrzekliśmy że absolutnie nie i niech sobie pieje i tak do dziś - jego łeb na razie jest na karku; pozdrawiam
    a byłaś na " poczcie " ? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie sąsiedzi są wyrozumiali, parę kogutów myślę wymienić na kurki :)

      Usuń
  18. Ilono, dostałam wezwanie do przychodni na badania okresowe dzieci, mieszkaliśmy wtedy na wsi, wyszykowałam chłopaków, siebie, przyjechał po nas dziadzio autem ... dopiero pod gabinetem zobaczyłam, że na nogach mam pantofle domowe w biedronki; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario te biedronki chyba Cię nie prześladują , sympatyczna była to sytuacja :)

      Usuń