czwartek, 20 grudnia 2012

OTCHŁAŃ

Nie planowałam rozwijać tematu który poruszyłam wczoraj , ale Olga  tak mnie jakoś natchnęła że wyciągam swoje demony do końca , kuję żelazo póki gorące  czyli taka publiczna spowiedź .

Od razu piszę że to nie była żadna depresja .

Aby wszystko miało ręce i nogi powinnam zacząć od początku , czyli od  narodzin mojego synka dziś już 12 latka , to że urodził się z wadą serca już pisałam kiedyś , ale to stało się dla mnie początkiem odosobnienia , gdyż syn non stop łapał infekcje a to już wykluczało tak zwane bywanie .
Pomimo wszystko uważam że potrafiłam dać sobie ze wszystkim radę , organizowałam sobie życie domowe , jeśli wiedziałam że mnie nosi , to wtedy Paweł był z dziećmi a ja zaszywałam się na parę godzin z książką , najlepiej o silnych kobietach , które gdzieś w dalekim kraju układały swoje życie , starałam się choć w marzeniach z nimi identyfikować , oczywiście gdy książka została przeczytana , ja odnajdywałam   znów przyjemność domowego kieratu .
Mijały lata  życie  leciało już utartymi ścieżkami , były noworoczne postanowienia , z których nic nie wychodziło , poza tym że minął kolejny rok , pierwszy dzwonek że coś jest nie tak było jak Kinga szła do pierwszej klasy , oczywiście było pasowanie na pierwszaka , a mamy miały za zadanie przygotować takie mini przyjęcie oraz trzeba było wraz  z dziećmi zasiąść przy jednym stole , dodatkowo  mój stres potęgowało to że posłałam dziecko do szkoły w innej dzielnicy , wszystkie mamy się znały a ja byłam obca i siłą rzeczy wzbudzałam ciekawość pod tytułem co to za jedna , wtedy żałowałam że nie jestem niska .
Moje dziecko wybrało jeszcze miejsce w centralnym punkcie tego stołu , gdzie tylko jedna osoba mnie dzieliła od księdza proboszcza , gdzie jak można się domyślić jedne słowa zagłuszały drugie , a żebym  nie  myślała już  tego dnia że  najgorsze za mną , tuż za bramą szkolną , obcas buta wszedł mi między płyty chodnikowe i się złamał , wzbudzając  ogólne zainteresowanie ....Kinga do dziś świetnie pamięta tą sytuację jako śmieszną , tylko nie wie co ja tak naprawdę czułam , widząc  może z  trzy metry dalej uśmiechy trzech pań z którymi dopiero co siedziałam przy stole a ich miny mówiły.... dobrze jej tak .
Mąż choć naprawdę dobry i kochany , niestety nie potrafił mi pomóc a ja i sama jeszcze problem starałam się minimalizować choć już pytania mojej dalszej rodziny w stylu co się ze mną dzieje powinny dać mi do myślenia ...
Znów lata mijały gdy , mój syn szedł do pierwszej klasy  na pasowaniu , w sali gimnastycznej byłam a z przyjęcia uciekłam z synkiem obiecując mu coś ale niestety już nie pamiętam co to było , wytłumaczyłam domownikom że źle się czuję i sama się rozgrzeszyłam z mojego niecnego zachowania.

To są tylko zlepki tysiąca sytuacji które ponad dekadę miałam , przeżywałam , byłam z nimi sama , sama nieraz czułam się jak dr.Jekyll  i mr. Hyde , uwielbiałam swoje rodzinne życie , to że taka ze mnie dobra gospodyni tak myślałam , starałam się aby było pysznie , smacznie , domowo , ogień w kominku  dopełniał ciepło rodzinne , oczywiście porządek przy codziennym sprzątaniu był utrzymywany jakby inaczej .
Ale były dni że nie potrafiłam się tym cieszyć , książki wręcz mnie złościły  , że ja tak nie mogę , brak mi odwagi , odkrywałam że potrzebuję kontaktu z ludźmi , ale sama ich unikam , no i takie błędne koło .
Nawet  teraz pisząc czuję  te uczucie przeraźliwej samotności w którą sama coraz to głębiej wsiąkałam , pozwolicie że  przynajmniej na dziś zakończę ten temat , nie chodzi o podtrzymanie napięcia , tylko o to że w tym świątecznym czasie nie chcę Wam psuć nastroju , a po drugie  nie wiem czy potrafię o tym swojej mrocznej otchłani napisać , raczej tym nikomu nie pomogę , bo kim jestem ? kobietą jakich miliony ze swoimi problemami .

Jak nie będziecie mieć dość to napiszę o moim wyjściu z tej otchłani , dziś jestem w zupełnie innym miejscu , miałam to zostawić na później ale chcę się z Wami podzielić tym że o Kurnej Chacie o której pisałam że to i tamto , przede wszystkim  ma to być miejsce  gdzie będę zapraszała  na warsztaty tematyczne panie z moich okolic , gdzie będzie można nauczyć się robienia na drutach , szydełkowania , dekupażu , i co tam się jeszcze da , chodzi o to aby jakaś pani co coś potrafi zechciała podzielić się swoją wiedzą z innymi .
Oczywiście  kawcia lub grill też mam w planach , ale  to ma być tylko dla pań , z córkami będą mile widziane, to są plany jak dobrze pójdzie to jesienią będę mogła je wprowadzić w życie .
No i się wygadałam , ale mam długi język :))
Tych wszystkich którzy chcą czytać o ptaszkach , przepraszam że to piszę , ale niby blog z założenia jest formą pamiętnika , wiele ludzi chce aby było ślicznie , pięknie i to się da zrobić , ale  jak ja już piszę i chcę trochę pobyć w tym blogowym bycie , to niestety abyście mogli zrozumieć moje pewne zachowania ( przyjaźń blogowa , telefony )o których pisałam , musiałam napisać skąd one wynikają  czyli wrócić się w przeszłość .
Dziękuję Wam za komentarze zwłaszcza pod ostatnim postem , mam nadzieję że jak ktoś też siedzi w swojej skorupce to spróbuje sam ją rozwalić .
Jeszcze do 20 można głosować na Maciejkę namiary pod poprzednim postem :))

40 komentarzy:

  1. Kiedy przyjechalismy do Niemiec, nie znalam jezyka, ale musialam z biegu wejsc w zycie szkolno-przedszkolne dzieci, jakies spotkania, organizowanie zycia klasowego itp.
    Czulam sie wtedy strasznie! Zawsze na stronie, samotna, niekumata. Bylam niezwykle wyobcowana, niewiele rozumialam i stale bylam w panice, ze ktos o cos mnie zapyta, a ja nie zrozumiem i nie bede umiala odpowiedziec.
    Bylo mi bardzo trudno, bo doszla jeszcze pomoc w odrabianiu lekcji, ktorych najpierw sama musialam sie nauczyc po niemiecku.
    Trwalo to wiele miesiecy, podczas ktorych wprawdzie pilnie uczylam sie jezyka, ale robilam to sama i w domu. Nie mialam z kim rozmawiac, zeby zweryfikowac nabyta wiedze.
    W obcym kraju, w tymczasowym lokum mieszkalnym, niepewna przyszlosci, teskniaca za rodzina i przyjaciolmi, czesto traktowana z wrogoscia.
    Ilonus, jak ja to wszystko przetrwalam, nie wiem do tej pory. Ale przetrwalam!
    Czlowiek to maszyna nie do zdarcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam że też nie miałaś lekko , ale z drugiej strony znalazłaś się w obcym kraju ,gdzie to było konsekwencją Twojej decyzji , i przyszedł czas że się przystosowałaś w nowym otoczeniu , a ja zamknęłam się w swojej skorupie na ponad dekadę niejako na własne życzenie , praktycznie najlepsze lata spędziłam wyobcowana .

      Usuń
    2. A ja jeszcze odezwę sie a propos tego, co napisała Pantera. I ja przeżywałam podobne rzeczy na obczyźnie. Okropne było to poczucie obcości, niezrozumienia, dzikości i uczucia, że zyje się na jakimś Marsie! A ironią losu jest, ze właściwie dopiero jak nareszcie poczułam sie tam dobrze, jak nauczyłam się na tyle języka, by porozumieć sie z ludźmi i znaleźć tam przyjaciół to...wyjechalismy stamtąd! Dlatego tęsknię teraz za tamtymi ludźmi, codziennością i odświętnością...Nie wiem, czy dane mi bedzie jeszcze kiedyś tam pojechać i spotkać się z nimi, odnowić kontakty i wspólne wspomnienia...Pewnie nie!Wieczne rozdarcie...
      A i tu, po powrocie było mi dziwnie obco. Bo przecież dawni przyjaciele żyją swoim własnym zyciem, daleko stąd, gdzie osiedliśmy. Mozemy widywać się bardzo sporadycznie, okazjonalnie i w większości zniknęła juz między nami dawna zażyłość. Właściwie przetrwała tylko jedna przyjaźń.Tym bardziej jestem za nią losowi wdzięczna!

      Usuń
    3. I tak źle i tak niedobrze , ale myślę droga krajanko że i tu znajdziecie swoje miejsce takie prawdziwe wymarzone , z dobrymi ludźmi u boku, będziecie powiększać Waszą hodowle ,a najważniejsze że macie SIEBIE :)

      Usuń
    4. Też tak myślę, Ilonko! Mamy siebie i to jest najcudowniejsze, co mozna mieć!
      Tutaj, na blogach też na szczęście znalazłam kilkoro wartościowych, dobrych ludzi. I chociaz to tylko wirtualne, to jednak dla mnie bezcenne. A poza tym, kto powiedział, ze na zawsze pozostanie tylko wirtualne???!:-))

      Usuń
  2. Padło kiedyś pytanie ,gdzie leży granica wytrzymałości człowieka zarówna fizyczna jak i duchowa.Otóż nie ma takiej granicy ,postronnie wydałoby się,że to już było nie do wytrzymania a oni przetrwali i zwyciężyli.Zgadzam się z Panterką, o wytrzymałości jednostki decyduje siła wewnętrzna i wiedza,że wytrzymałość na negatywne bodźce nie ma granic.Ilonko jestem pełna podziwu dla Ciebie,ze możesz tak swobodnie pisać o demonach z przeszłości świadczy to tylko o tym że to wszystko masz za sobą.Każda terapia bywa kończona gdy można o problemie rozmawiać swobodnie i publicznie.Atak w ogóle to jesteś wulkan pomysłów,które realizujesz krok po kroku.Tylko podziwiać i naśladować,przesyłam całusy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siła wewnętrzna jest bardzo ważna , coś czego nie widać decyduje o tym nie raz kim jesteśmy , bardzo często spotykam się że szkoda już szkoła się skończyła , jesteśmy dorośli i teraz już nie nabędziemy żadnych umiejętności , .....nieprawda całe życie będziemy się czegoś uczyć,przez ostatni rok z hakiem robię tyle rzeczy co ani połowy nie zrobiłam przez 10 lat ,nawet to że zdecydowałam się pisać bloga jest dla mnie sukcesem , bo mogłabym pisać o kizi mizi omijając szerokim łukiem trudne tematy , jednocześnie te trudne tematy sprawiły że mogę tu być z Wami na blogu .
      Dzięki Mariolu za Twe pokrzepiające słowa :)

      Usuń
  3. Ja Ci życzę, aby wszystkie Twoje plany i marzenia ziściły się:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Ilonko! Dziękuję za ten Twój szczery do bólu post. Piszesz, że nikomu nie możesz pomóc opisaniem sytuacji tak zwykłej, jaką Ty jesteś kobiety. Ilonko! Wszyscy jesteśmy zwykli. I jednoczesnie wszyscy jesteśmy niezwykli, bo wyjątkowi, niepowtarzalni. Lecz nasze problemy i męki wewnętrzne są podobne. To wszystko nas zbliża. Otwiera na innych ludzi. Pomaga zrozumieć, że wyolbrzymiamy nasze problemy, myśląc, że tylko my jesteśmy tacy dziwni lub tylko nam jest tak ciężko. A bardzo wiele osób przeżywa to samo!Będąc w stanie bliskim depresji (bo to, co przeżywałaś było jednak czymś takim, wnioskując z opisanych przez Ciebie symptomów)boimy sie zetknięcia z zewnętrzną rzeczywistością, odgradzamy się murem, posądzajac nawet innych o złośliwość czy szyderstwo. Ale tak naprawdę w ludziach to szyderstwo, którego sie boimy jest niczym innym, jak zasłoną dymną. Bo boją sie ukazać swoje słabości. ubierają maski pewności siebie, wyższości ,sztucznego humoru i luzu, a wewnątrz na wodzy trzymają w tym czasie swoje własne demony. O wiele lepiej wyciągnąc je na zewnątrz i zmierzyć sie z nimi, nie bojąc sie samych siebie ani niczyjego osądu.
    Ilonko! Jesli dzisiejsze Twoje wywnętrzenie sie tutaj sprawiło Ci jakaś przykrosć, czy ból, to wybacz, bo jak piszesz, ja to w jakis sposób wywołałam. Ale jednocześnie zobaczyłaś, że napisanie szczerze o sobie nie przekresla dobrych relacji z poznanymi tutaj ludźmi a wręcz przeciwnie - stają się bliżsi, mocniej czujący i wczuwajacy sie w drugiego człowieka i w siebie. Czasem każdy potrzebuje takiego namysłu nad sobą samym. I okres przed i świąteczny sprzyja temu.
    Ilonko! Ściskam Cię bardzo, bardzo gorąco i usmiecham sie do Ciebie troszkę nawet przez łzy, bo mocno Cię teraz czuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo a ja się strasznie wzruszyłam Twoim komentarzem , nie boję się reakcji ludzi bo nic złego nikomu tym nie zrobiłam , rodzina nie ucierpiała , funkcjonowałam tak jak tysiące kobiet dopóki nie zmuszona byłam wyjść między ludzi, a potem to odchorowywałam .
      Jak dzisiaj pisałam , nie czułam nic poza jakąś złością sama na siebie , a nie chciałam dalej pisać bo pamiętam swoje myśli , smutek , złość na siebie , może jeszcze coś napiszę , bo zakończenie jakby nie patrzeć jest szczęśliwe .

      A takie komentarze jak dziś piszecie utwierdzają mnie w przekonaniu że otaczają mnie na blogu naprawdę WARTOŚCIOWI LUDZIE , takie momenty jak dziś i inne z pewnością będę pamiętała .
      Ja też Cię ściskam i cieszę się że znamy się choć wirtualnie :)

      Usuń
    2. Widzisz? To wzajemnie odczuwane zrozumienie i wzruszenie to jest prawdziwa bliskosć między ludźmi. To nic, ze tylko wirtualna, ale prawdziwa i bardzo mocno przeżywana. A poza tym, jak trudno znaleźć w tej niewirtualnej rzeczywistości ludzi czujących podobnie, lub chcących sie odsłonić więcej, pokazac swoje wnętrze innym. Tu, w internecie łatwiej o zwierzenie właśnie dlatego, że jestesmy troche anonimowi. To troszkę tak, jak byśmy jechali z kims sympatycznym pociągiem i rozmawiali ze soba bardzo długo o szczerze. Każdy wysiadzie prędzej czy później na innej stacji, bo takie jest zycie. Ale wspomnienie tego niezwykłego porozumienia między obcymi przeciez ludźmi w pociągu pozostanie...:-)))

      Usuń
    3. Dobre porównanie do pociągu ja na razie jadę w pociągu relacji blog , i przyjdzie taki dzień że wysiądę bogatsza w nowe doświadczenia , relacje międzyludzkie .

      Usuń
  5. Lubisz dostawać komentarze od brzydszej i niby bardziej odpornej na stresy płci po drugiej stronie barykady? Trzy razy przeczytałem post. Problem nie jest typowo kobiecy i niestety dotyczy też mężczyzn. Po pierwsze zaskoczył mnie „szlaban” w postaci „to nie była żadna depresja”. Mam trochę wątpliwości, ale bazuję jedynie na opisach sytuacyjnych.
    No dobrze, poświęciłaś część swojego życia na szczególną opiekę nad swoim dzieckiem kosztem innych uciech życiowych. Ale to jest przecież piękne i doprawdy budujące. Z drugiej strony wiem, że jakaś część kobiet nie mogłaby pogodzić się do końca z taką sytuacją i zrzuciłaby winę na niewinne dziecko. Nic bardziej tragicznego!
    Zauważ, że izolacja postępowała konsekwentnie bez Twojej bezpośredniej ingerencji w taki stan rzeczy. Ruszony kamień potoczył się samowolnie i bez kontroli.
    Bojaźń, to jest właściwe słowo... We wszystkich dostępnych odmianach zdominowała bieg życia. Niestety nikt nie był w stanie pomóc, wliczając bliskie osoby w tym też osobistego męża. Ich ingerencja byłaby potraktowana, jako bezpośredni atak na „kokon” chroniący przed niewiadomym na zewnątrz. Niestety, jak wiemy ograniczanie się tylko do życia rodzinnego zabija w człowieku jego ciche ambicje. I wtedy złościłaś się, i to wtedy potrzebowałaś chwile na osobności, by wałkować temat.
    Poruszony kiedyś kamień musiał osiągnąć poziom zerowy, zwrotny. Chęć realizacji samej siebie w końcu wzięła górę ponad „obawami”. Wierzę, że pomogłaś sobie sama!
    Piękny jest projekt Pt. „Kurna Chata”. Myślę jednak, że jednak jest przechodni i będzie tylko etapem do kolejnych osiągnięć. Bo przecież o to w życiu chodzi.

    ....
    i kiedy potkniemy się
    niepewni o następną chwilę

    zaczynamy pełzać na kolanach

    bo przecież w tej przygodzie
    nie ma czasu na postój....
    .....
    znaleźć odrobinę siebie w
    drugim człowieku

    Rozumiemy, a przynajmniej staramy się...
    Samych Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko komentarzom od mężczyzn , przeciwnie męski punkt widzenia jest zawsze inny od kobiecego ,zacznę od tego że wydaje mi się że jestem na tyle oczytana że moja wiedza pozwala mi myśleć że depresja choć teraz jest popularnym mianownikiem do wszystkiego to u mnie nie występowała .
      Nigdy nie myślałam że poświęcam coś dla dziecka , taka była kolej rzeczy i trzeba było się dostosować i tak uczyniłam .
      Tu się zgadzam że izolacja postępowała powoli , i była procesem długotrwałym , mój mąż w mój kokon nawet nie ingerował , przede wszystkim nie miał o jego rozmiarach pojęcia , a poza tym ja sama z tych rozmiarów nie zdawałam sobie sprawy , chęć zmian osiągnęła zenit , myślę że siła charakteru oraz uprawianie w młodości pewnych dyscyplin sportowych , które wykluczają słabości też przyczyniło się do zmiany na lepsze .
      A Kurna Chata niech będzie konsekwencją i miejscem gdzie choć na chwilę da oderwanie się od rzeczywistości , będzie miejscem na nowe plany , pomysły , najpierw niech powstanie a potem będę pisała :)

      Usuń
  6. hele fijne dagen en een gezond 2013.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. Oj Ilono, teraz widzę, że moje przeżycia przy twoich, to mały Pikuś.
    Trwało to może dłużej, bo Twój organizm przeszedł ogromny stres w związku z chorobą synka. Bez pomocy lekarskiej to wszystko przedłużało się...
    Wysuwam jeden wiosek. Jesteś wyjątkowo śliną osobowością.
    I chwała Ci za To!
    Ilono, z okazji najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia, życzę by Boża Dziecina z Wysokości Nieba błogosławiła Tobie i Twojej ukochanej Rodzince...
    Niech błogosławi Waszym marzeniom, dążeniom i we wszystkim Was wspiera.
    Pozdrawiam
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twe słowa i życzenia oby wszystko było piękniejsze i lepsze no i się spełniło :)
      Ściskam Cię Lusiu :)

      Usuń
  9. Wiem o czym piszesz, dobrze, ze jest dobrze, bo ja wciąż na dnie i nie widzę wyjścia z sytuacji, u mnie masakra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I myślę że wiem co Ty możesz czuć , mam nadzieję że Twe cudne Anioły sprawią że zaświeci u Ciebie słońce , świat uśmiechnie się szeroko a Ty poczujesz że jesteś naprawdę szczęśliwa :)

      Usuń
  10. Ilonko jest takie powiedzenie co cię nie zabije to cię wzmocni!!! Trzymaj się ciepło, nos do góry i niech marzenia się spełniają, a co!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie zabiło , a przypływ mocy jeszcze dla paru osób by starczyło :)
      Dzięki Haniu nos jest ku górze :)

      Usuń
  11. Tyle się napisałam i mnie wyrzuciło.Tak to u mnie jest z internetem.Teraz już krótko.Czytając Twojego posta czułam się jak bym czytała o sobie.Silna z Ciebie kobieta,a i plany masz wspaniałe.Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie raz się napisze a potem w kosmos pójdzie ,może nie powinnam tak pisać ale cieszę się że nas takich jest więcej , którzy trwali , trwają w takich swoich skorupach i wołają choć nikt ich nie słyszy .
      Ja się z moich ograniczeń wyzwoliłam więc mogę czuć się silna , ale nigdy nie mów nigdy i o tym pamiętam .
      Tobie również Brydziu wszystkiego naj :)

      Usuń
  12. "Wzloty i upadki trwają nieprzerwanie
    zarówno w odniesieniu do człowieka,
    jak i całego kosmosu;
    każdy ruch - nawet upadek, zapaść,
    depresja - jest wzlotem.
    To jest jak księżyc - prawie niewidoczny
    tuż przed nowiem,
    jak odpływ przed powrotem wód,
    jak sen niosący odrodzenie i siłę
    na dzienne czuwanie...
    Upadek nie jest nieszczęściem,
    lecz naturalnym ruchem
    wynikającym z naszego wpisania w ten świat..."

    (Penney Pierce)


    ... i tego właśnie doświadczyłaś...

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj. I ja sie odezwę. To bardzo dobrze ze piszesz o swoich przeżyciach. Jestem empatyczna, toteż rozumiem problemy innych ludzi. Najważniejsze dopiero nadejdzie, bo napiszesz, jak skończyła się Twoja historia. I wiesz co? Pokażesz każdej z nas, ze tak mozna, że można się podnieść z beznadziejnego położenia w danej chwili. Każda z nas przeżywa chwili grozy, bojaźni, lęków a większość, pozornie normalne społeczeństwa śmieje sie z tego lub poniża, zupełnie nie rozumiejąc, ani nie starając się analizować przyczyny takich zachowań.
    Wyszło trochę masło maślane. Sorki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Anko że zwracamy uwagę co inni pomyślą , analizujemy , a nas samych jak czujemy myślimy na końcu , błędne koło , niby prosto doradzać innym a sobie pomóc najtrudniej .
      Może opisze drogę do mojego dobrego zakończenia dekady zmagań ze sobą .
      Miłego :)

      Usuń
  14. Dobrze, że masz już ten, można powiedzieć, samotny okres życia za sobą. Czasami się chce uciec od ludzi, ale to nie powinno być długo . Teraz tylko spełniaj swoje marzenia. Pomysł, co dzisiaj powiedział "długi język" jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że nie zapeszyłam że uchyliłam rąbek tajemnicy tyczący Kurnej Chatki :)

      Usuń
  15. Każdy z nas ma swój"krzyż"jak ja to nazywam i dźwiga. Czasami upada tak boleśnie,że nie ma siły się podnieść. Wówczas potrzebny jest ktoś , kto wyciągnie pomocną dłoń...
    Mimo tego, życie jest piękne.
    A teraz świątecznie:
    Życzę Wam
    nadziei,
    własnego skrawka ziemi i własnego nieba,
    i codziennie świeżego pachnącego chleba:
    i pachnącej kawy ,
    i przyjaciół wielu;
    mnóstwo życzliwości;
    zdrowia i miłości;
    pogodnych świąt zimowych,
    zwolnienia pospiechu
    i nabrania dystansu do tego, co wokół;
    niech się snuje kolęda i te Święta sławi,
    a Boża Dziecina , niechaj błogosławi.

    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję Dorotko za Twe życzenia , które sprawiają że coraz bardziej czuję świąteczną atmosferę .

    OdpowiedzUsuń
  17. Tyle już zostało napisane, że nie mam co dodać. Powiem tylko, że dobrze wiem, co to znaczy taki okres w życiu. U mnie trwał on wiele, wiele lat i dlatego tak bardzo teraz doceniam każda chwilę i to co się u mnie dzieje. Kiedy przypomnę sobie "więzienie" w jakim żyłam, w jakim byłam w dużej części z własnej winy, to aż ciarki mnie przechodzą. Podziwiam Cię za szczerość Ilonko, teraz rzeczywiście lepiej rozumiem dlaczego tak ważna jest dla Ciebie przyjaźń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu ja też mam teraz tak że chciałabym nadrobić stracony czas , móc zasnąć z myślą że dzień nie przeleciał mi przez palce , nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę w sercu z tego co napisałaś .
      Już na przyjaźń taką dosłowną nie liczę , ale na blogowe porozumienie , sympatie owszem .

      Usuń
    2. Już je masz :)))
      Miło mi że się cieszysz w sercu! :)

      Usuń
  18. Ja juz napisałąm u Olgi, ale jeszcze u Ciebie napiszę i przy okazji się przywitam..:)

    Na wstępie zgodzę się z Cezarym, ze nie ma co sie bać slowa depresja. Depresja to taka grypa duszy. Kazdy ją przechodzi. Jedni dłuzej drudzy krócej. Myśle, ze w Polsce to słowo jeszcze straszy i wywołuje mieszane uczucia. Dlatego bardzo dobrze, ze o tym piszesz i dzielisz się swoimi odczuciami, bo wiele osób to czyta i wiele nie zostawi komentarz,ale pomyśli "ja tez tak mam" i moze ten tój post będzie pierwszym krokiem, żeby coś z tą depresją coś zrobić, zeby podnieść glowe i zawalczyc o lepsze jutro.

    Więc pisz Kochana co ci tam na duszy jeszcze siedzi, bo każdy z nas ma "swoją" depresje z którą sobie poradził lub będzie musiał poradzić. Czasam jest na tyle silny, ze wyjdzie z tego sam, czasem potrzebna jest silna ręka przyjaciela, a czasem kompleksowa porada specjalisty.

    Najgorsze to zatracić sie w tej depresji, stracić nadzieje i nie podjąć walki, no ale Ciebie to nie dotyczy Ilonko. Odniosłaś zwycięstwo i codziennie rano powinnaś sobie o tym przypominać stając przed lustrem z uśmiechem na twarzy:)

    Pozdrawiam z depresyjnie deszczowej Szkocji, dzisiaj szczególnie muszę się usmiechać i wmawiac sobie, ze gdzieś tam u góry jest słońce i pewnie gdzieś około marca zaświeci..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ogromnie rada że Twój tekst , pomimo że uważam że to nie depresja , też o niej czytałam i nic mi do rzeczywistych objawów nie pasowało .
      Przyjmuję że obojętnie co to było , udało mi się z tego wyrwać .
      Cieszę się życiem , oczywiście też miewam doły ale one szybko mijają , poza tym mam nadzieję że u Ciebie w deszczowej Szkocji też zaświeci słońce , które wywoła Twój uśmiech a rzeczy złe ulotnią się jak kamfora :)
      Serdecznie pozdrawiam i ZAPOWIADAM SIĘ Z WIZYTĄ :)

      Usuń
  19. No, nie. Chwilę mnie tu nie było, bo zajęłam się domem przed świętami, a tu taka bomba. Ilonko - nie Ty jedna izolowałaś się od ludzi z powodu dziecka. Mój Benedykt z powodu ADHD i tego, co potrafił zmalować uziemił nas w domu na długie lata. Ja osoba towarzyska, zawsze w gościach mile witana, zawsze gości witająca u siebie zaczęłam żyć w rodzinnej samotni. Ale czas mija i znajdujemy nowych znajomych w miejsce tych, którzy nie przetrwali próby czasu. Sama jesteś tego dowodem. Wyszłaś do ludzi. Każdy z Twoich czytelników gości Cię w swoim domu i czeka na następne słowa, które napiszesz. Nie poddawaj się więcej. Jesteś dzielna. Pozdrawiam. Gabrysia

    OdpowiedzUsuń